Wiosenne notatki

Posted 5 komentarzyPosted in Aktualności

Wiosenne notatki

Dla mnie robienie sobie notatek bez termometru nie miało by prawie sensu. Szczególnie wiosną kiedy wszystko zaczyna odżywać i drażnić mnie na wodzie do granic wytrzymałości. Płocie skaczą aż huczy na jeziorze leszcze podnoszą mi ciśnienie, jak na barometrze. A ja nie wiem gdzie zarzucić wędkę, bo wszędzie jest pełno wielkich ryb. Głowa kiedy jestem nad wiosenną wodą lata mi we wszystkie strony, bo nie chcę przegapić ani jednego lechola w spławie w uszach huczy od potężnych plusków na wodzie czyste wariactwo w głowie. Ale od jakiegoś czasu mam dobre lekarstwo na te dolegliwości wędkarskie. Termometr taka mała rzecz, a jaka mądra ile może rozwiązać moich problemów. Do pary z termometrem każdy wędkarz powinien mieć jeszcze lornetkę, ale to droga rzecz i ja też nie mam. Podsumowanie z pytaniem, co robię kiedy nie łowię, a co robię kiedy łowię? Za każdym razem to samo notuję wszystko co może mi się przydać i co niby się nie przyda.

Wiosną bardzo lubię łowić płocie, ale porządne, bo takie na łubin ja nazywam je płociami łubinówkami. Zawsze mam ten sam problem na wiosnę które łowisko wybrać. Mam kilka miejsc wypatrzonych gdzie płocie skaczą na wodzie aż miło posłuchać i popatrzeć. Wreszcie decyduję się na dwa, ale wiem, że muszę konkretnie wybrać tylko jedno w które wsypię wiele kilogramów łubinu. A drugie będzie tylko miejscem dla odprężenia i cierpliwego czekania co zdziała łubin.
Jedno z miejsc, to miejsce na granicy głównego nurtu rzeki, która tu wpływa do jeziora. Ale żebym mógł dojść do tego nurtu muszę wejść do wody w woderach i od trzcin przejść po żwirowatym dnie jakieś 10m. tu dopiero zaczyna się spad do koryta rzeki z dość szybkim prądem. Ale ten stromy spad kończy się na trzech metrach głębokości i dalej nie jest już głębiej. Głębiej jest rzecz jasna ale jakieś 50m dalej, ale ta odległość mnie nie interesuje. Mi chodzi o sam stromy spad do tych trzech metrów nic dalej.
Drugie miejsce to zatoka pod przeciwległym brzegiem jakieś 200m od tego pierwszego miejsca. Tu jest za to wsteczny prąd wody, ale bardzo łagodny. Jest także bardzo stromy spad od samego brzegu tak, że nie muszę w ogóle wchodzić do wody i mogę na rzut zestawem łowić nawet na sześciu metrach. I tu i tam w głównym nurcie spławiają się wielkie wiosenne płocie.

I na pewno bym wybrał dla siebie bardzie wygodne miejsce gdybym sobie przez lata nie notował gdzie jest jaka temperatura wody. Dwa miejsca na tym samym jeziorze oddalone od siebie z dwieście metrów, a różnica kolosalna. I mimo, że do dziś wybieram właśnie to miejsce w głównym nurcie i często muszę stać w wodzie oj nie żałuję tego wcale. Pewnie że wiele razy słyszałem od innych że Barton głupi bo stoi w tak zimnej wodzie, ale dlaczego jak wychodziłem z tej wody i ledwo ciągnąłem za sobą siatę z wielkimi płociami ci co się nabijali wleźli by tu na bosaka i tak prawie robili. Mi nic nie było bo ma zabezpieczone nogi od stóp do ud gazetami i słomą. Zimna się nie czuje nic.

Dlaczego wybrałem to miejsce?

Kiedy temperatura wody tu ma 5 stopni to znaczy zaraz po puszczeniu lodów na jeziorze w drugim miejscu w zatoce woda ma dobre sześć. Wiem, wiem wiadomo, że od razu zatoka się okaże lepsze bo tam cieplejsza woda. Jasne że to prawda ale tu będzie tyle różnych roczników że złowienie wielkich okazów bez pustych zacięć będzie tylko szczęśliwym przypadkiem, a ja nie lubię przypadków. Półtora stopnia różnicy to bardzo dużo jak na tę porę roku. Ale te sprawę wyjaśnia rzeka, która tu wpływa, a ryby się pchają znowu do rzeki. Nigdy nie spotkałem żeby wielkie ilości drobnicy się pierwsze pchały do rzeki do zimnej wody. Ale starsze roczniki prawie cały cza się trzymają głównego nurtu i zimniejszej wody.
Pierwsze nęcenie w tym miejscu w nurcie ale już w jeziorze zaczynam od temperatury sześć stopni. Sypię pół wiadra moczonego i podgotowanego łubinu i nic więcej. Ale mam też ze sobą moją normalną zanętę czyli owies obłuszczony, pęczak i soje z kolendrą i smrodkiem. Ale to będzie wysypane z drugiej strony w zatoce bo tam od razu będę sobie łowił na bata. Kiedy pierwszy raz sypię łubin to staram się go rozsypać jak najszerzej. Chciałbym żeby ryby z całego tego obszaru głównego nurtu miały się czym zainteresować. To całe rozsypanie trwa kilkanaście minut. I już się stąd zmiatam na drugą stronę do zatoki i tu sobie przez kilka dni połowię.

Codziennie rano jestem w pierwszym miejscu i sypię do wody pół wiadra łubinu. Od dwóch dni rozsypuję dwie garście pod nogi czyli na głębokości jednego metra. Na czwarty dzień jak przyjechałem rano i zobaczyłem czyste dno bez jednego ziarenka łubinu coś się zagotowało we mnie. Ale wiem, że jeszcze nie zarzucę tu dziś wędki. Za to przez głowę przebiegło mi tyle nie ciekawych myśli, że musiałem sprawdzić czy to na pewno płocie wyżarły mój łubin.
Sprawdziłem temperaturę wody rano i miała tu 7 stopni. postanowiłem przyjechać pod wieczór sypnąć łubinem pod nogi i sprawdzić temperaturę. Wieczorem woda tu była cieplejsza o niecały stopień, a w zatoce znowu o półtora. Wiem z doświadczenia, że przy temperaturze osiem stopni wielkie płocie zaczynają ostro żerować. Ale też wiem, że już rano będzie i o półtora stopnie woda zimniejsza. Tym ryb nie oszukam i siebie też ale rozsypałem trzy garście łubinu i pojechałem. W nocy nie mogłem spać już widziałem jak płociska wyżerają łubin i rano coś się ze mną stanie ale co?

Już nie mogłem wytrzymać i jeszcze przed świtem jestem nad jeziorem. Jest znowu zimno a ja włażę już do wody często i sam się sobie dziwię i się zastanawiam może ci inni mają rację że mnie pogięło. Nie widzę jeszcze dobrze dna bo jest szaro na dworze, ale mierzę temperaturę i się sprawdziło woda spadła o dobre półtora stopnia. A łubin tylko trochę wyzbierany. Już świt i zaczynają skakać tu płocie, ale bardzo rzadko.
Z daleka widzę zatokę tam jest większy ruch na wodzie i do jasnej ….. nie wiem co teraz tu próbować pierwszy raz po tygodniu sypania łubinem czy przejechać do zatoki i połowić płoci różnych roczników. Nie wytrzymałem tyle dni to i jeszcze wytrzymam. Taka zimna noc i taki duży spadek temperatury nie skusi ryb do żerowania. I się nie pomyliłem w zatoce kiedy do tej pory różnice temperatury wahały się do jednego stopnia codziennie miałem ładną porcję płoci. Dziś figa kilkanaście wymiarów i finał zabawy.
Wieczorem już wiedziałem że noc będzie dużo cieplejsza bo się zachmurzyło i wiatr zmienił kierunek na południowy. Więc rano już nie ma mowy sprawdzam po raz pierwszy nowe miejsce. Czy będą moje łubinówki, czy błąd w obliczeniach. Wieczorem z termometrem odwiedziłem moje miejsce. Wszedłem do wody i zobaczyłem jak mój łubin w dalszym ciągu sobie leży na dnie. Woda ma znowu osiem stopni, a w zatoce dziewięć. Południowy wiatr, który w ciągu dnia zaczął się nasilać zrobił swoje, to już mam sprawdzone od lat. Wiatr wiał pod prąd rzeki i fale mieszały wodę. Cieplejszą z jeziora zepchnęły tu pod rzekę i się fajnie wszystko unormowało. Strzał w dychę okazał się rano, kiedy zmierzyłem temperaturę w nurcie i miała jak wieczorem osiem stopni, a po łubinie pod nogami nie zostało ani ziarenka. Niech ktoś zgadnie jak ja się czułem, gdy jeszcze zobaczyłem i usłyszałem huk na wodzie w moim łowisku.

Po cichu wycofałem się do brzegu i szybko rozkładam odległościówki, bo botem trochę za blisko bym sięgał. Przede mną jakieś trzy, może cztery metry jest jeszcze płytko i widzę dno, ale już dalej nie zrobię kroku, bo by mi się woda do woderów nalała. Serce mi wali jak młot jak słyszę te płocie skaczące. Siatka wisi na widełkach z gałęzi, łubin w woreczku w kieszeni i w zapasie pudełko białych robaków.
Rzucam trzy garście łubinu do wody i co najpierw założyć na haczyk białe, czy od razu łubin? Dobra białe to sprawdzę czy jakaś ryba żeruje przy dnie na tych trzech metrach. Na mój łubinowy haczyk nr 4 wchodzi sześć, siedem białych. Rzut i od razu branie no płoć całkiem przyzwoita, ale to nie łubinówka. Moje łubinówki to płocie od 30dkg. Kolejny rzut też branie tym razem większa od poprzedniej. Dość zakładam łubin i do wody jest branko szybkie ale nie dokończone nie zacinam, bo wiem, ze to coś mniejszego. Powtórka po kilku sekundach tym razem spławik wali pod wodę zdecydowanie zacięcie i piękne odjazdy grubej złotej płoci ma dobre pół kilo, to już prawdziwa łubinówki. Kolejne płocie walą w łubin jak oszalałe co jedna to jakby większa, a może to tylko mi się tak zdaje, ale niech tak zostanie. Po godzinie brania ustają i nie ma nawet drobnicy. Przez pół godziny nic się nie dzieje. Zakładam białe i też nic. Dopiero po chwili kilka brań na białe, ale pustych. Kolejne branie to duża płoć i znowu drobnica. Odeszły ale jak się nie mylę z poprzednich lat, to za chwilę powinien zrywać się wiatr. Bo południowy wiatr raczej nigdy nie jest spokojny. A wtedy płocie wrócą tak przeważnie było przy temperaturze wody 8 stopni. Wiatr zrobi mi tu sporą fale, bo będzie mi dmuchał prawie prosto w twarz. Na razie jest cicho jak na stole. Zaglądam z niecierpliwością do siatki oj jest tych poci już trochę.
Nagle zza pleców tak mi zawiało, że ździwko mnie ogarnęło totalne. Wiar z północy? To raczej nie możliwe tak bez uprzedzenia w postaci chłodniejszego powietrza. A jest całkiem ciepło. Zapomniałem, że stoję w dużej dolinie i górą południowy wiatr się odbił na pewno od skarp i wrócił z przeciwnej strony. Ale takie porywy mogą oznaczać tylko jedno. Silniejszy za chwilę wiatr, a z nim zmianę ciśnienia. Jezioro zaczęło się marszczyć i to nie na  żarty musiałem się cofnąć trochę do tyłu, bo woda by zaraz wlewała mi się do butów. Niebo też poszarzało no nie jeszcze tylko deszczu brakuje. Ale za to płocie dostały amoku i brały na łubin całe do południa, a największe od godziny jedenastej do trzynastej.
Dopiero po dwóch dniach ciśnienie poszło do góry i to poważnie. Rozpogodziło się wiatr znowu się zmienił na północny, a po dwóch kolejnych dniach na wschodni. Także w dzień było słonecznie i ciepło nawet bardzo, ale w nocy były nawet przymrozki. Płocie dwa pierwsze dni brały całe do południa i po dwu godzinnej przerwie wracały, albo jak ja to wolę słyszeć napływały nowe i brały do szesnastej non stop.

Kiedy nadeszło ochłodzenie w nocy a dzień był piękny i słoneczny do tego często bezwietrzny temperatura wody w ciągu dnia podskakuje do wieczora i około trzech stopni. za to w nocy już tylko nie znacznie spada. Płocie brały tym razem już tylko z rana i co najwyżej do dziewiątej. Woda podskoczyła do 10 stopni grube płocie zniknęły całkowicie z mojego łowiska. Nawet na powierzchni się nie pokazują, ale ja wiem, że to pora na tarło. Za to daleko na wodzie coraz częściej widzę podejrzane, ale już mi znajome wielkie kręgi, a ja nie dorobiłem się jeszcze lornetki a niech to…
Bardzo szczegółowo notuję temperaturę wody od chwili poszczenia lodów na jeziorze do czerwca włącznie. Szczególnie wiosną kiedy temperatura wody często się zmienia są ważne też inne czynniki. Jeżeli na powierzchni już się woda nagrzeje do sześciu stopni to jest bardzo niekorzystny czas dla wędkarza.

Rzadko się zdarza żeby przez dłuższy czas wiosną aż do maja włącznie wiały wiatry z tego samego kierunku. Jakoś wtedy różnych frontów co chwila napływa tu w naszym rejonie i zmienia pogodę i dwa razy dziennie. Nic gorszego nie ma wcale nie tak skoki ciśnienia mieszają rybą we łbach co zmienność temperatury wody. przekonałem się jesienią, że nawet różnica kilka dziesiątych stopnia działa na ryby. A tu dziennie są skoki i po dwa stopnie szok ogromny, ale one sobie z tym doskonale radzą czego nie można powiedzieć o wędkarzach. Ci ostatni wybierają zawsze dla siebie odpowiednią pogodę i wtedy narzekają ze w jeziorze nie ma ryb.
Tylko ode mnie zależy jak ja się dostosuje do panujących warunków w jeziorze i gdzie w tym czasie przygotuję łowisko. Nie da nic łowienie na ślepo wszędzie tam gdzie tylko się spławia ryba. No chyba, że takie jakie ja łowiłem w zatoce. Ona teraz szczególnie jest w ciągłym ruchu, a jak do temperatury wody w notatkach dopiszę sobie jeszcze ciśnienie powietrza czy stoi czy rośnie czy też spada. Jak i gdzie w tym dniu się się najintensywniej spławiały ryby. Jakie duże płocie skakały tu w zatoce i jak często i jak długo, a jak często i jak długo np. przy nurcie, czy nawet na otwartej wodzie.

Nawet ze zwykłą zanętą już mogę sobie potrenować codziennie w innym miejscu jeziora jakie tylko mi się wydaje łownie podejrzane. Boże kochany jakie różnice można wypisać potem w domu z tego dzisiejszego łowiska od tego wczorajszego. Ile ryb większych złowiłem na białe z rana, ile po południu. Ile na pęczak, czy inną przynętę jakie było nasilenie brań i czy np. był wiatr i z której strony. O jakiej porze słońce już tu zagląda, a o jakiej zaglądało we wczorajsze łowisko, jakie było zachmurzenie jaki to dzień, faza księżyca, co w przyrodzie nad brzegami jeziora charakterystycznego się zmienia. Właśnie podczas wiosny różnice na brzegami jeziora będą bardzo wielkie i będzie co pisać.

Każdy skok temperatury wiosną będzie kolosalną różnica w braniach. Komu się na przykład chce wychodzić na ryby nawet w uprzednio zanęcone łowisko, kiedy na dworze wieje jest pochmurno i zapowiada się deszcz. Teraz wiosną czy to maj czy nawet czerwiec to jeżeli będzie to wiatr z południa z południowego zachodu, a nawet z zachodu nawet cała moja gmina mnie nie zatrzyma w chałupie. Zasuwam nad jezioro aż rower się grzeje i kilka razy łańcuch spadnie w lesie. Właśnie jak wiatry wieją z tych stron są zazwyczaj ciepłe, bo nadchodzi ciepły front. Woda się nagrzewa, a raczej jej cieplejsze warstwy się przemieszczają spychając zimniejsze niżej. W tych stronach jeziora gdzie było do tej pory zimniej  i chociaż rybą właśnie ten teren bardziej odpowiada, to jakby tylko czekały na to żeby tu woda podskoczyła, lub tylko napłynęły cieplejsze warstwy. Od razu jak na zawołanie dostają takiego głodu aż miło się robi temu co tu ma przygotowane łowisko.

Skąd mógłbym to wiedzieć gdybym tego wszystkiego przedtem nie zanotował i nie wypraktykował. Siedział bym teraz w domu i klął na pogodę. A kiedy zaczęło by się rozjaśniać i wiatr zmieni się na północny, a na drugi dzień wyjrzy słoneczko i jest pięknie cicho wtedy rwałbym na ryby. Przepiękna pogoda, a tu co jest ryby powyzdychały, to nie możliwe żeby w takiej pogodzie nie brały. A wystarczy sprawdzić temperaturę wody i porównać ją z tą z cieplejszej ale wietrznej pogody. Ale żeby móc porównać trzeba mieć przykłady z innych sezonów.

Nawet kiedy nie jadę na ryby jakiś czas też sobie notuję niektóre sprawy. Nie robię tego codziennie, bo nie ma to sensu, ale notuję większe i mniejsze zmiany ciśnienia. Charakterystyczne wiatry czyli nagłe porywy, czy nagle się uspokaja. Co się wtedy dzieje na niebie skąd i dokąd płyną chmury, co się dzieje z ciśnieniem. Ile i jakie już są liście na drzewach tu w okolicy mojego domu, a jakie są nad brzegami jeziora. Takie różnice mogą mi potem wiele pomóc w orientacji co robią ryby w jeziorze kiedy ja siedzę w domu i mam lenia. Notuję i zapamiętuję właściwie wszystko co mi się wyda przydatne lub nawet nie, a notować można nieskończenie wiele ile tylko mi wyobraźnia podpowie. To co tu napisane to tylko kropelka zmian w jeziorze.

Jeżeli się komuś poszczęści i trafi kiedyś na tarło okoni, płoci i potem leszczy i to w obydwie tury, a jest to możliwe. I wszystko dokładnie sobie potem zanotuje w jakich warunkach pogodowych te tarła się odbyły. Czyli jaka była temperatura wody, jak długa ta temperatura się przed tarłem utrzymywała, jaki był kierunek wiatru i jak mocno wiał. Ale najważniejszy w tych okresach okazuje się księżyc, czyli jego faza. Coś w tym jest, bo od wielu lat mi się tarła pokrywają z co roku tą samą fazą księżyca.
Jak wie każdy wędkarz każdy gatunek ryby po tarle ma jakiś tam okres odpoczynku. I słusznie każdemu się to należy. Ale przez Kilka sezonów sprawdziłem sobie jak długi to jest odpoczynek dla większości gatunków, która ja łowię. Tu też ten odpoczynek się  zaczyna od temperatury wody, ale i na niej się kończy jak to się rozszyfruje na ryby można jechać prawie na pewniaka i to nie na żadne wymiarówki tylko na medalowe ryby. Kiedy to następuje, a tu to już trzeba trochę wysiłku…
Bogdan Barton.

Wschód słońca nad jziorem
Wschód słońca nad jziorem
Płocie
Płocie
Płocie
Płocie

NATURA…

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

To co najlepsze pod słońcem do zwabienia każdej ryby jest pod naszymi nogami nad wodą. Wystarczy się tylko schylić, nawet często nie trzeba wchodzić do wody. Najlepsze dodatki do zanęt i same przynęty są często przy samym brzegu. Sam pozyskuję takie cuda natury nie mocząc nawet ręki w zimnej zimowej, czy wiosennej wodzie. Przy kładce zostawiam na kilka dni a nawet tygodni dużą siatkę na ryby i już mam ogromne ilości żywych przynęt a szczególnie dodatków do zanęt.  Same włażą w siatkę i się jej czepiają. To tylko jeden z najprostszych sposobów. Są tam pijaweczki, larwy owadów, kłodaki, ale i też dziesiątki takich żywych stworzeń jakich jeszcze nigdy nie widziałem, to wszystko jest naturalnym pokarmem każdej ryby w wodzie Racicznice są też całkiem na płytkiej wodzie ważne żeby tylko tam dno było twarde, kamieniste z różnymi kijami, kołkami itp. Nawet zimą są one pod brzegami.

Życzę fajnej przygody i zdobywania doświadczenia bodzio.

Nowa płyta

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

Witam serdecznie

Już nie długo ukaże się nowa płyta z filmem instruktażowym odnośnie zimowego łowienia leszczy. Każdy powinien tu znaleźć dużo „PRAKTYCZNYCH” porad  jak i z czego zrobić zanętę na zimowe leszcze, jakich dodatków najlepiej dodawać zimą na grube leszcze,  ile zanęcać…jak przygotować sprzęt i różne wskaźniki brań itd.

Ten film był robiony poprzedniej zimy wiec jeszcze na starym sprzęcie, ale nie to najważniejsze przecież.  Podczas tegorocznej zimy zrobimy kolejny film o łowiskach(miejscach) leszczowych w jeziorze, czytanie z lodu, podawanie przynęty, ustawienie grunt, jak znaleźć i jak skusić najstarsze leszczyska do brania itd…

Pozdrawiam bodzio

Smrodkoholik
Smrodkoholik

Przystań

Posted 6 komentarzyPosted in Aktualności

Sezon zakończony mam nadzieję, że chwilowo. Poczekamy na lód. Przystań sprzątnięta tylko Azanek jeszcze biega po przystani. Ale mam też rzadkich gości ponieważ piękny ZIMORODEK odwiedził moją przystań i przysiadł na wędce przy stawie. To jednak przystań mam zrobioną w odpowiednim miejscu… Cisza, spokój i dużo radości z naturą i ze wspaniałymi ludźmi.

Silne wiatry połamały lamelowe przęsło pod tarasem
Silne wiatry połamały lamelowe przęsło pod tarasem
Zimorodek odwiedził mnie na przystani
Zimorodek odwiedził mnie na przystani
Azan
Azan

Pozdrawiam wszystkich bodzio

ZAMÓW SPŁAWIKI JUZ TERAZ…

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

UWAGA, UWAGA!!!

MOŻNA JUŻ SKŁADAĆ ZAMÓWIENIA NA SPŁAWIKI ILOŚĆ ORAZ RODZAJ SPŁAWIKÓW JEST NIESTETY NA RAZIE OGRANICZONA…

DOSTĘPNE RODZAJE I GRAMATURY TO:

TYP. A – (niedociążony) – 5g, 6g, 7g, 8g

TYP. B – (dociążony) – 3+5g, do 3+8g

TYP E – 3g, 4g

TYP F – 1,5g

Ceny spławików;

Typ A – 15zł

Typ – 18zł

Typ E oraz F – 8zł

TERMIN REALIZACJI DO DWÓCH TYGODNI.

NIEDŁUGO FOTKI SPŁAWIKÓW

ZAPRASZAM.

Wejdź do sklepu wędkarskiego do działu ze spławikami
Kliknij na obrazek, by wejść do sklepu do działu ze spławikami.

Przy zamówieniach powyżej 200,00 zł dodatkowo prezent do wyboru jak przy zamówieniach innych produktów dostępnych w sklepie.

Pozdrawiam Bodzio

LESZCZE spod lodu i nie tylko…

Posted 14 komentarzyPosted in Aktualności

Coraz słabsze zimy przyciągają coraz więcej wędkarzy spławikowców i nic dziwnego, bo nie zbyt gruby i o nierównej grubości lód jest zbyt niebezpieczny żeby tropić, szukać okoni po całym zbiorniku. Nawet coraz więcej jest zapaleńców, którzy zasiadają się na leszcze. A to już sukces, bo jak każdy wie złowienie zimą większych leszczy w jeziorze spod lodu wymaga nie lada cierpliwości i sporo wiedzy o tym gatunku. A może to moje artykuły w Wędkarzu Polskim, a obecnie w WMH się do tego przyczyniły. Bardzo bym się z tego cieszył i już zdążam z pomocą trzymając się przysłowia tej gazety „ Dobry czas Dobrzy Przyjaciele Duże ryby”.

Każdy rok jest inny tak jak każde jezioro jest inne. I wcale to nie jest takie proste znaleźć, a potem jeszcze złowić przyzwoite leszcze spod lodu. Przyzwoite to znaczy takie, które przekraczają te 1,5kilograma. Chociaż powiem szczerze że i kilowe leszcze wcale nie jest łatwo złowić spod lodu. A na pozór wydaje się to takie łatwe, bo jak wiemy z poradników, to leszcze zimą przebywają w wielkich zimowych stadach. I trafić z dobra zanętą w takie stado składające się z kilka ton ryb to sukces w postaci kilkudziesięciu wielkich łopat murowany. Może ktoś ma takie szczęście, ale ja jednak nie mam i powiem szczerze, że i nie chcę mieć takiego szczęścia. Moje wędkarstwo nie tylko podlodowe straciło by swój urok całkowicie. Któż by chciał iść na ryby wiedząc, że złowi na pewno dziś i przez kolejne dni za każdym razem np po 20 sztuk wielkich ryb. Dla mnie nuda. A tak musze wiedzieć takie sprawy o zwyczajach ryb.

Zaraz po zamarznięciu jeziora ryby zaczynają migrować z najgłębszych rejonów zbiornika rozpływając się po całym jeziorze. Nie trwa to kilka dni, lecz najczęściej nawet kilka tygodni. Śmiało mogę to wnioskować po łowionych rybach w różnych rejonach jeziora. Tuż po zamarznięciu kiedy jeszcze lód ma kilka centymetrów, ale już mogę na niego wejść kilka metrów od brzegu, to na pierwszym spadzie na głębokości do 3m płotki złowię jedynie z rana lub pod wieczór. Natomiast już na 8m czyli trochę dalej od brzegu płoci jest dużo więcej. Z leszczami jest taka sama sprawa. Po kilku dniach po zamarznięciu na końcach spadów, a styku równego dna na głębokości 10m jest dużo płoci i krąpi. Leszcze jeszcze tu nie doszły. Podobnie jest z drapieżnikami. Ale po dwóch tygodniach zimy kiedy to już lód ma dobre 10cm czyli jak ja to nazywam bezpieczny i pierwszy lód już nawet płotki mogę łowić w ciągu całego dnia na głębokości 3m i płycej. Na końcach spadów na 10m głębokości już jest coraz mniej płoci, a coraz więcej krąpi no i zaczynają się trafiać leszcze. Najpierw po kilku dniach łowienia w tych samych przeręblach będą to małe leszcze, ale z dnia na dzień podpływają coraz starsze ryby. Okonie i szczupaki często się trafiają pod samymi trzcinami, bo podchodzą tu za drobnicą. No kurcze normalne lato, ryby są tam i żerują tam gdzie latem, czyli na tych samych głębokościach i w tych samych miejscach.

Najwięcej korzyści będzie miał ten wędkarz spławikowiec, który przez większość czasu na początku zimy przesiedzi przy końcach spadów brzegowych. Czyli jeszcze nie na końcu spadu, lecz kilka metrów przed końcem. Na moich jeziorach mam takie miejsca wyczute (wysondowane) na głębokości 8m do 10m. tu już od początku lodu aż do środka zimy można łowić średnie i duże płocie, mniejsze i średnie leszcze, grube krąpie no i fajne okonie. Nie radzę trzymać się typowo zimowych reguł, czyli łowić cały czas blisko dna. Będzie to nie rzadko zmarnowany dzień. Białe ryby płocie a szczególnie te duże wcale nie pływają cały czas przy dnie. I wcale też tam cały czas nie żerują. Żerują też w toni ale nie tak wysoko jak to bywa latem czy jesienią. Pływają tak dwa do trzech metrów nad dnem. Nie wiem dokładnie, czy mają na tym poziomie coś naturalnego do jedzenia, albo po prostu są w tych rejonach głębokości lepsze warunki tlenowe. Ale wiem jedno na pewno, że bardzo często wystarczy jak nie mam brań przy dnie przez dłuższy czas ustawię grunt dwa metry nad dnem i już jest agresywne branie pięknych płoci i też delikatne brania leszczy.

Lubię wykorzystywać takie sytuacje zimą dlatego zawsze do mojej zanęty dodaję trochę sypkich produktów, czyli np. kaszki kukurydzianej i śruty sojowej. Reszta to pęczak, grubsze kasze, trochę łubinu i dużo kukurydzy konserwowej ze smrodkiem. To wszystko co grube po to, żeby szybko nasycić mniejsze ryby, które kiedy już mają dość jedzenia wtedy odpływają na kilka dni. A do mojej zanęty zaczynają podpływać coraz starsze roczniki. A te drobniejsze i bardziej tłuste składniki mają za zadanie utrzymać ryby nad dnem po to, żebym się nie nudził i nie marznął na lodzie, kiedy ryby nie żerują zbierając zanętę z dna. Gdym nie był aż takim zapaleńcem leszczowym, to w takich miejscach mógłbym przesadzić przez większość zimy. Ale znając siebie szybko bym się znudził ilością brań takich roczników ryb.

Dlatego po dwóch tygodniach zaczynam zanęcać dalsze rejony jeziora, ale nie znaczy to, że dużo głębsze. Odchodzę dalej od końców spadów brzegowych, szukam(sonduję) bardziej równego dna które występuje na troszkę większym obszarze. Staram się znaleźć takie ukształtowanie dna na głębokościach maksymalnie do 13m. Takich miejsc unikają już płocie, bo nie mają tu dla siebie nic szczególnego do szukania do przegryzienia czegoś. Przeważnie jest tu sporo mułu na dnie, a płotki nie mają zwyczaju ryć w dnie za ochotkami. Ale za to krąpie i leszcze bardzo to uwielbiają robić. Takie dno to dla tych ryb prawdziwy raj w menu. Wszędobylski krąp potrafi tak wykorzystać takie rejony jeziora, że w zanęconych miejscach wyzbiera zanętę w nadzwyczaj krótkim czasie. Jest takim utrapieniem, że kiedy leszcze nie żerują, a łowisko i tak nie jest zanęcane to będą tu cały czas buszować i brać aż do znudzenia. A potrafią tak pięknie podnosić wolniutko spławik, że nie raz mam nadzieję że to teraz piękne branie leszcza z głębiny. Jestem cierpliwy, ale w takich sytuacjach taki glapior jest biedny. Na szczęście częściej jednak w tym rejonie jeziora przebywają leszcze, a te skutecznie płoszą mniejsze ryby, co od razu widać po zaniku fałszywych brań w przeręblu. W takich miejscach po kilku dniach nęcenia trafiają się już leszcze nawet kilkukilowe. A to ucieszy najbardziej wybrednego wędkarza.

Czy to na początku w środku, czy na końcu zimy zawsze lubię łowić na duże przynęty założone na haczyku minimum nr 4.  Co ciekawe jest, że przez pierwszy miesiąc zimy najskuteczniejsze są na haczyku dwa czerwone i kilka białych robaków. Później jakoś te białe większym leszczom nie podchodzą to zamiast białych do czerwonych dokładam sporo ochotek. W środku zimy często większym leszczom smakuje ciasto i to wcale nie jakieś tam wyszukane smaki. Tylko zwykłe ciasto zrobione z wody i kaszki manny. Często nawet bez żadnych dodatków smakowych. Osobiście robię takie ciasto nie dodając nic do smaku tylko po założeniu ciasta na haczyk maczam w moim smrodku. Pewnie że najwięcej ryb złowią ci wędkarze, którzy będą łowić na mniejsze haczyki i małe przynęty, ale nie trafią im się sztuki ważące po kilka kilogramów. Dlatego ja wole mniej brań i ryb ale za to leszcza, który nie chce mi się zmieścić w przeręblu.

Mimo, że uwielbiam łowić na spławik spod lodu, to jednak przychodzi taki okres w środku zimy, Kiedy i na spławiku nie widać dobrze delikatnych brań leszczy. W takich okresach zamiast spławika montuję miękki kiwok zrobiony z plastikowej butelki na szczytówce. Ale nie łowię na mormyszki. Zestaw to tylko haczyk nr 4 na nim np ciasto i 5cm od haczyka najwyżej 1,5 gramowa łezka zablokowana malutkimi stoperkami. Grunt ustawiam tak żeby haczyk z ciastem leżał na dnie, a obciążenie na tyle było blisko dna żeby kiwok był wyraźnie wygięty do dołu. Branie widać rewelacyjnie kiwok się pomału podnosi. Super to czuły zestaw na leniwe duże leszcze.

No dobra, ale co zrobić jak nie ma lodu. Siedzieć w domu przed telewizorem. Wcale nie, wtedy też można łowić leszcze i to wcale nie małe i nie mało. Nie jest to nic trudnego jedyny warunek to samozaparcie, bo to już jest trochę ekstremalne łowienie i tylko dla twardzieli. Znaleźć łowiska leszczy zimą na jeziorze kiedy nie ma lodu jest jeszcze łatwiejsze niż spod lodu. Oczywiście warunkiem jest znajomość zbiornika i zwyczajów ryb. W takich sytuacjach od razu płynę w rejon najgłębszych miejsc w jeziorze. W moim jeziorze są to miejsca o głębokości ponad 20m, ale nie mam zamiaru wcale tu łowić. Sonduję w tej okolicy rejon jeziora o głębokości do 17m. W takich miejscach już jesienią zbierają się chyba wszystkie ryby z całego jeziora. Widać to dopiero na echosondzie kiedy przepływam nad takimi rejonami zbiornika. Ekran echosondy jest często za mały, ba cały jest zamazany grafiką ryb. Nie znaczy, że są to tylko duże ryby. Bo tak nam podpowiada wyobraźnie, że jak jest tak głęboko to tylko wielkie ryby tu pływają. Tu i teraz jest ogrom różnych gatunków i roczników ryb. Jest ogrom uklei, płoci wszystkich roczników pod nimi a krąpi i leszczy przy dnie najwięcej. Wystarczy trzy dni zanęcić wybrane miejsce wiaderkiem pęczaku z płatkami z dodatkiem jakiś protein zwierzęcych i już mam pod łodzią ogrom ryb. Nie ma takiej możliwości żeby nic nie złowić. Często będę to krapie i małe leszczyki, ale z dnia na dzień i przy spokojniejszej wodzie można połowić.

Warunkiem sukcesu jest delikatny zestaw. Czyli nie za gruba już żyłka. Taka 0,18mm na główną wystarczy i 0,16mm przypon. Wiem, że dla niektórych wędkarzy to są grube żyłki, ale nie mogę mieć sentymentów, bo często się trafiają naprawdę wielkie leszcze i muszę szybko go odholować od dna. A do tego łowię bardzo blisko łodzi dosłownie pod szczytówką mam spławik. I każde najdelikatniejsze brnie muszę szybko i bardzo mocno zacinać. To mocne zacięcie to przez głębokość, która jest pode mną. Przy cienkiej żyłce nie mam szans na skuteczne zacięcie dużego leszcza, bo taka żyłka pęknie jak nic, a jak zatnę delikatniej, to nie mam szans na wbicie haczyka w pysk ryby. A cały czas łowię na haczyki nr 2. Spławik mam swój samorodny o wyporności do 5g z cienką i długą antenką. Taki spławik bardzo szybko pokazuje mi każdy kontakt ryby z przynętą. Obciążenie tez skupiam bliżej przyponu, który na długość 15cm, ale w połowie jego długości zakładam jeszcze małego stila. Taki zestaw gruntuję tak aby haczyk dotykał tylko dna, nie leżał na nim. To najlepszy sposób na bardzo wyraźne brania na spławiku o tej porze roku. Moim ulubionym od lat sposobem jest jednak łowienie przy burcie na wędkę podlodową ze spławikiem 4g cienkim i smukłym. Tu przy burcie nie przegapię żadnego brania. A jaki fajny trening przed nadzieją że jednak jezioro zamarznie…

Bogdan Barton

Szczupak z głębin

Posted 3 komentarzePosted in Aktualności

No się pomalutku zaczyna pierwsze szczupaki zaczynają schodzić do dna.  Daniel  z Wrocławia drugi raz odwiedził mnie na przystani w tym roku. Dwa dni na wodzie i kilka leszczy złowiliśmy ale nie za dużych, chociaż Daniel był zadowolony no i fajny szczupak (trójeczka) uderzył Danielowi w żywca na leszczowym łowisku, to już podniosło u tego miłego człowieka adrenalinkę.
Najwięcej jest teraz brań na makaron z zapachem korzennym.

Zobacz film z tego dnia

Szczupak z głębin
Łowi bo lubi - Daniel i jego szczupak z głębin

Pozdrawiam bodzio

Nudno się zrobiło

Posted 4 komentarzePosted in Aktualności
Echosonda
Na echosondzie widać, że pod wodą tłoczno.
Płocie z przystani
Łowi bo lubi – Bogdan Bodzio Barton i jego płocie złowione z pomostu na przystani

Witam wszystkich!

Nudno sie zrobiło w tym sezonie nie tylko na tej stronie, ale i pod wodą. Ale ja walczę do końca, bo czasami nawet dwa dni fajnych brań w tym sezonie da nadzieję i poprawi humor jak nam z Romkiem kilkanaście fajnych płoci i z toni na leszczowych łowiskach i kilka z pomostu.

Teraz znowu martwica. W sobotę kilka leszczyków wzięło na 15m głębokości na makaron wczoraj dwa duże i znowu nic. Jest pochmurno, wieje wschodni wiatr i to bardzo mocno.

Ale jeszcze dużo przed nami… bo ryb w łowiskach mamy ogrom, ale jeść im się nie chce. Pozdrawiam Bodzio.

Płocie z przystani. Na zdjęciu Romek
Łowi bo lubi – Romek. Płocie z przystani,też złowione z pomostu.

Film wędkarski – Sami Swoi – II zawody wędkarskie na przystani u Bodzia

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

Sami Swoi spędzili kilka dni na Przystani Wędkarskiej u Bodzia.

Na koniec pobytu zorganizowali zawody.
Na filmie podsumowanie wyników połowu oraz wręczenie nagród.

Niestety wypłynięcie na łowisko jest bez dźwięku, ponieważ operator kamery zapomniał podłączyć mikrofon 🙂

W tle muzyka Harry Belafonte – Banana Boat Song.

Wielka październikowa promocja

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

Atraktor Dip Smrodek duża butelka  "duży"
Atraktor Dip Smrodek teraz nowa cena!

Zaczęła się jesień czyli wielkie żarcie ryb, zaraz będzie zima, a potem wiosna. Dip smrodek przekonał tysiące wędkarzy, że z naturą nic nie może się równać, że wielkie ryby można łowić z marszu o każdej porze roku nie tylko amatorsko ale i na zawodach wędkarskich.

Teraz w zimniejszych porach roku trzeba go lać więcej do zanęt, czy nawet bezpośrednio do wody. Więc dodamy dla każdego wędkarza dużą dodatkową porcję obniżając znacznie cenę.

Warto zrobić sobie zapasy na całą jesień, zimę i nawet wiosnę. Smrodek ma gwarancję na rok od daty zakupu.

Dodajemy do każdego zamówienia powyżej 200,00 zł prezent do wyboru:

  • czapeczka firmowa z logo „łowię bo lubię”,
  • koszulka firmowa z logo „łowię bo lubię”,
  • kubek z logo „łowię bo lubię”,
  • film dvd z serii „Zaklinacz leszczy”,
  • 0,50ml nieczyszczonego oleju z małży (to jest smród).

Przy zamówieniu powyżej 350,00 zł darmowy weekend na przystani dla jednej osoby (termin do ustalenia telefonicznie).

Zapraszam do zakupów w sklepie na www.BogdanBarton.pl/sklep.

Telefonicznie:

  • Bogdan 506 432 844

Promocja trwa do końca miesiąca, czyli do 31.10.2011 r. do godziny 23:59.

Dziękuję za zaufanie i sympatię .