Relacja z I-szych Otwartych Zawodów Wędkarskich o Puchar Wójta Gminy Przechlewo

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

Wspaniała impreza ze wspaniałymi ludźmi i wędkarzami.
Na I-wszych Spławikowych Zawodach Wędkarskich o Puchar Wójta Gminy Przechlewo nie było uczestnika bez ryby.

Tak jest na j. Przechlewskim tu nie ma nudy, ale są piękne ryby.
Przepiękne statuetki oraz medale, ale i piękne cenne wędki otrzymali zwycięzcy zawodów:

I-ce Dariusz Matuszkiewicz 4800pkt
II-ce Stoltman Jan. 3250pkt
III-ce Kazimierz Kukliński. 2900pkt

Razem złowiono 30 kg ryb w większości leszczy.
Bardzo udane zawody i wędkarze chcą więcej…

Bardzo dziękujemy:

  • Wójtowi Gminy Przechlewo oraz Radzie Gminy,
  • Sołtysowi Sołectwa Przechlewo
  • Firmie POLDANOR oraz
  • sklepowi M&M

Za wsparcie zawodów nad naszym pięknym jeziorem Przechlewskim.


Już niedługo kolejne wędkarskie imprezy. -> 24-GODZINNE ZAWODY WĘDKARSKIE


Pozdrawiam i zapraszam
Bogdan Barton

 

24-GODZINNE ZAWODY WĘDKARSKIE

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

Zawody nad Jeziorem Przechlewskim

Serdecznie zapraszam drużyny minimum 2-osobowe na 24-godzinne zawody wędkarskie nad Jeziorem Przechlewskim. Zawody odbędą się 30-31 lipca 2016 r. Spotkamy się o 15stej. Na łowiska rozejdziemy się o 16stej. Proszę się zapisywać do czwartku. Wpłata 50 zł/osoba. Z wpłat będzie ufundowana nagroda. W przypadku pytań można do mnie zadzwonić .

Łowi, bo lubi – Adam z Ciechanowa

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

„Oto dzisiejsza bestia (życiówka) po dodaniu po raz pierwszy smrodka i róży do zanęty (kukurydza,makaron, owsiane) i do białych na hak, na zalewie w Nowym Mieście k/Ciechanowa.
Obejrzałem wszystkie Pana filmy, są super!
Zestaw leszczowy spisał sie świetnie, stile i krótki przypon zadziałał, jestem pod wrażeniem!
Łopatka 60cm / 2 kg. + 2sztuki po 30cm.

Ps
Sąsiedzi nic nie wyciągnęli.

Pozdrawiam!
Adam ,Ciechanów.”

ZAWODY SPŁAWIKOWE NA PRZYSTANI U BODZIA 16. 05 2015

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

CAM00184

CAM00182

Niestety ta wiosna nie jest miła pogodowo dla nas i ryby pozamykały pyski.

Ale jak to określił Marek, że jak bym chciał jechać na ryby to bym nie jechał 500km, bo mam koło domu fajne łowiska. Zależało mi jednak na spotkaniu z przyjaciółmi.

No cóż bez komentarza…i tak było fajnie mimo przymrozku z rana a potem zimnego wiatru. Przy ognisku posiedzieliśmy do późnego popołudnia oraz przy grochówce Edyty i ogromnej ilości między narodowych kiełbasek z ogniska.

Ryba była sama drobna płotka, krąp i leszczyk.

I – miejsce Marek Trzęsicki – Wrocław

II – miejsce Piotr Glinka – Gdańsk

III – miejsce Romek Mrozewski – Niemcy

Puchary dla trzech pierwszych uczestników od FHU Łowię Bo Lubię Bogdan Barton

Spinnig ZANDER DRAGONA za największego leszcza również od FHU Łowię bo Lubię   Bogdan Barton

Czapeczki DRAGON od firmy DRAGON

Spotykamy się jesienią na „LESZCZE 2015 na przystani u bodzia” termin podam na forum

20150516_122755

20150516_122800

20150516_122408

20150516_122337

20150516_122349

20150516_122851

Wiosenne kroki

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

To ta pora i ten czas, że połowić może każdy i zawsze będzie coś w siatce. Specjaliści nastawiają się na swoje „wytresowane” gatunki i będą zasadzać się na nie tylko w sobie znanych miejscach i na tylko sobie znane sposoby. Ale są też i tacy, którzy w wolne soboty i niedziele przy pięknym wiosennym słońcu chcieli by pomoczyć robaka i cokolwiek poczuć na kiju.
Już od pierwszych wiosennych i słonecznych dni, gdy tylko całkowicie zniknie lód z jeziora można zaobserwować jak powraca życie na całym obszarze zbiornika. Szczególnie rano i pod wieczór widać spławiające się ryby po całym jeziorze. Po ich intensywnym pluskaniu po powierzchni i wyskokach nad wodę można by sobie pomyśleć jak one są szczęśliwe, że skończył się już dość trudny dla nich okres do przeżycia i wreszcie mogą poszaleć po całym jeziorze, wyskoczyć nad powierzchnie pomachać płetwami i łyknąć świeżego powietrza. Najintensywniejsze takie oznaki szczęśliwego powrotu do życia w jeziorze występują wtedy, gdy temperatura wody na powierzchni podskoczy od 5st do 8st. Ten okres prawie zawsze przypada w pierwszej dekadzie kwietnia. I właśnie ten okres mogę nazwać czasem wielkich łowów dla wszystkich.
…Bo tu i teraz nie trzeba przez kilka dni przygotowywać łowiska sypiąc codziennie do wody duże ilości zanęt, nie trzeba myśleć i kombinować, jaką najdroższą zanętą można by przechytrzyć dziś ryby. Zostawmy te kombinacje i wydatki na czas letniego urlopu.
Teraz wybierając sie na ryby nad jezioro wystarczy zabrać ze sobą odległościówkę z delikatnym zestawem z dociążonym spławikiem (bardzo ważne) dwie puszki kukurydzy konserwowej, trochę ugotowanego pęczku oczywiście z zapachem ja używam świeżego korzenia tataraku wyrwanego nad brzegiem jeziora, albo róży. Kilka kawałków wrzucam do gotującego się pęczaku. Zapach jest tak Świerzy i intensywny ze ryby ściąga chyba z całego jeziora, bo myślą chyba że to już lato. No i oczywiście dwa pudełka białych robaków do tego zestawu może się przydać jeszcze proca. Takie wyposażenie w zupełności wystarczy, żeby ruszyć na pierwsze wiosenne i bez żartów porządne wędkowanie. A teraz po kolei; kiedy, gdzie, na co i jak.
Teoretycznie mógłbym powiedzieć, że wtedy, kiedy tylko mam czas, ale i o tej porze są lepsze i gorsze dni. Zostańmy przy tych lepszych i najlepszych, bo tych wiosną jest najwięcej. Najlepsze zawsze będą dnie słoneczne i ciepłe przy wietrze słabym, umiarkowanym i nawet dość silnym ważne tylko, żeby nie wiał z północy. Tego zimnego kierunku ryby nie lubią o każdej porze roku. – Wiatr Od Szweda Ryby Nie Da- to takie moje przysłowie. W pochmurne dni, jeżeli jest tylko dość ciepło i gdy nawet coś tam popada z góry, to nie przeszkadza wiosennym ryba w przemieszczaniu się po jeziorze. Żerują jednak wtedy intensywnie młodsze roczniki. Pora dnie ma duże znaczenie jak dużo możemy nałowić, a przede wszystkim jakie duże sztuki będą brały. Wczesnym rankiem można spodziewać się bardzo dużo brań płoci i krąpi od całkiem malutkich do nawet bardzo dużych. Po wschodzie słońca brania przeważnie ustają całkowicie. Pojedyncze brania mogą jeszcze być w samo południe, ale będą to raczej ledwo wymiarowe płotki. Często właśnie w pochmurny dzień po wykorzystaniu rannych brań w siatce mam już tyle fajnych ryb, że mógłbym zrobić fajrant. Lecz prawdziwe eldorado zaczyna się już wczesnym popołudniem i trwa z małymi przerwami do zachodu. Ryby jakie w tym czasie żerują i biorą nie przyniosą wstydu nawet najwybredniejszemu łowcy. Są to największe jeziorowe płocie i najpiękniejsze ryby jeziora czyli krasnopióry. W tych godzinach inne gatunki i młodsze roczniki trafiają się rzadko. Żeby tak zadowolonym schodzić z łowiska nie jest też przypadkiem miejsce i sposób łowienia.
Kiedy pierwszy raz jestem nad wiosenną wodą zawsze staram się być wcześnie rano i dokładnie obserwują jezioro. Szukam miejsc gdzie ryby się najintensywniej spławiają. Chociaż spławianie widać na całym zbiorniku, to są miejsca gdzie nawet te największe ryby i to w dużych stadach widać na powierzchni nawet na bardzo małym obszarze. Dzisiaj po wielu latach praktyki już nie szukam aż tak dokładnie takich miejsc, bo trochę poznałem zwyczaje wiosennych ryb w jeziorach. Ale oczy i tak latają mi po całym jeziorze, bo zawsze coś nowego odkryję. Dlatego napisze o kilu pewnych miejscach, żeby nie tracić dnia i cennych godzin, bo nie wiadomo przecież jaka pogoda będzie jutro. Każdy mniejszy czy większy cypel wychodzący w jezioro obojętnie z której to będzie strony zbiornika, każde wejście do zatoki nawet na prostej linii brzegowej będą już bardzo dobrymi łowiskami. Ale pamiętać o najważniejszym nie mogę łowić w stronę zatoki, czy z cypla na boki, tylko zawsze w stronę otwartej wody, środka jeziora. Nie ważne że w tych miejscach dno jeziora opada nawet do kilkunastu metrów głębokości, właśnie tak powinno być. W każdym bądź razie im głębiej będzie w takich miejscach tym dłużej w ciągu dnia będę miał brania. Każde wejście czy wyjście rzeki z jeziora, jeżeli tylko w takich miejscach będzie głęboko, chociaż do 10m to już będą tu super łowiska. Wiosną ryby żerują także na wypłaceniach, czy tez w samych zatokach, ale to żerowanie ogranicza Si Edo świtu i zmierzchu. W ciągu dnia spływają na otwartą wodę.
Teraz możemy przejść do najważniejszego i najprzyjemniejszego momentu, czyli łowienia. Lecz najpierw musimy sprowokować ryby do zatrzymania się w naszym wybranym miejscu. Nie tylko miejsce(stanowisko na brzegu) jest ważne, ale najważniejsze będzie łowisko, bo musi być ono dość daleko od brzegu i właśnie tylko tam będę strzelał procą zanętę. Nie sypię żadnej zanęty blisko brzegu, bo tylko będzie mnie kusiła żeby tu sprawdzić, kiedy będę miał przerwy w braniach daleko na wodzie. A to już będzie strata czasu no i kto wie jak wielkich ryb. Na pierwszy ogień strzelam pół puszki kukurydzy, trochę pęczku i białych też trochę mogę wystrzelić. No i teraz cała tajemnica sukcesu, to znaczy ustawienie gruntu na zestawie. Nie może on wynosić więcej niż 5m taka odległość powinna wynosić między spławikiem a haczykiem tolerancja może wynosić około metra w górę czy w dół. Na tej głębokości daleko od brzegu pływają wielkie ławice białej ryby. Najwięcej jest płoci i wzdręgi właśnie tej ostatniej wczesnym popołudniem podczas słonecznej pogody można nałowić nawet kilkanaście kilo, a na pewno będą to sztuki regulowania hamulca kołowrotka.
Jeżeli zaczynają brać już same grube krasnopióry i pojedyncze duże płocie nie strzelam pęczakiem i białymi robakami. Posyłam procą już tylko samą kukurydzę, ale w mniejszych ilościach i tak co pół godziny. Na haczyku mam też już tylko kukurydze i to najczęściej po dwie sztuki. Gdy nawet wczesnym popołudniem brania ustają nie zanęcam niczym tylko zmieniam przynętę na białe robaki często bardzo szybko to skutkuje i brania się zaczynają ponownie. O co do końca tu nie wiem, ale to działa. W chłodniejsze dni, gdy kończą się brania w ciągu dnia próbuję zjeżdżać zestawem nawet do samego dna. Tam często chociaż krótko są brania średniej płoci i dużego krąpia. W słoneczne i ciepłe dni nie szukam ryb po gruncie, gdy ustają brania tylko przerzucam zestaw w innym kierunku lub dalej na wodę.
Dlatego przy takim wiosennym zestawie konieczny jest spławik z dociążeniem, w każdych warunkach pogodowych mogę nim daleko wyrzucić. Przy opadaniu na wodę nie robi hałasu, a przynęta bardzo wolno i naturalnie opada, co już prowokuje ryby do brania. Nawet jeżeli brania są już pod samą powierzchnią, czyli w trakcie opadania zestawu nic nie kombinuję z gruntem mam cały czas ustawiony na piątym metrze brania mam od samego rana.
Już od pierwszych dni po puszczeniu lodu na jeziorze moim nierozłącznym atrybutem jest termometr, to on właśnie powie mi na jakie gatunki ryb mogę dziś liczyć. To tylko i wyłącznie od temperatury wody zależy jak i gdzie będę żerowały poszczególne gatunki ryb. Wiosna to powrót do życia w jeziorze też i dlatego teraz się tu najwięcej zmienia i wszystko jest uzależnione od temperatury wody ja staram się to śledzić, notować i mam dzięki temu korzyści i fajną przygodę.

Bogdan Barton

Płocie z przystani
Płocie z przystani

JestRyba.pl

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

Witam serdecznie

Zapraszam was wszystkich do dodawania najlepszych swoich zdjęć nie tylko z okazami ryb. Stwórzmy własny taki serwis z najwspanialszymi pamiątkami ze swoich wypraw wędkarskich.

Oczywiście zabawa się nie skończy tylko na fotkach ponieważ już mamy ustalony regulamin i wy sami będziecie głosować na najfajniejsze zdjęcia. Nagrody będą na prawdę cenne od sprzętu wędkarskiego po pobyt na przystani z całym zakresem usług. Szczegóły będą w regulaminie już po Nowym Roku

Jeszcze raz zapraszam do umieszczania zdjęć z opisami

WAŻNE!!!

-BARDZO PROSZĘ O WSTAWIANIE FOTEK ROBIONYCH NAD WODĄ

Dziękuję

bodzioIMG_1964

Zobacz co pod lodem

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

Od dawien dawna byłem przekonany, że ryby pod lodem są tak bardzo skupione w duże stada, że złowić je można bez problemu. Ale było też wiele pytań dlaczego wielkie płocie złowiłem przy samych trzcinach, jak również na większych głębokościach, ale nie w najgłębszych rejonach jeziora. Przeczyło to wszelkim teorią pisanym wtedy w poradnikach wędkarskich itp. To samo dotyczy innych gatunków ryb zamieszkujących jezioro. Leszcze moje ulubione wcale nie brały, a nawet ich tam nie było, jak pisano w najgłębszych miejscach w jeziorze, że niby mają tam swoje zimowiska. To samo dotyczy okoni, szczupaków, krasnopiórek, uklei… Zawsze łeb miałem pełen pytań sam do siebie. Od zawsze lubiłem wyciągać wnioski z moich dni spędzonych na rybach, a przede wszystkim nad wodą. Same ryby były na drugim planie, ale one same dawały mi wiele odpowiedzi, co się dzieje pod lodem w nieznanym mi świecie. Tak było grubo ponad 40 lat temu i jest do dziś moim najważniejszym i najwspanialszym atutem wędkowania. Od zawsze zanim zanęciłem jakieś miejsca, czy zarzuciłem przynętę musiałem nie tylko to upatrzone miejsce, ale i dany rejon jeziora długo obserwować. Czasami trwało to tydzień czasami i cały prawie rok. Najpierw musiałem i muszę zaspokoić ciekawość dlaczego ryby są tu o tej porze roku i w tej temperaturze wody, a nie gdzie indziej. Mierzenie temperatury wody, głębokości, kierunku położenia, charakterystyka brzegów i tysiące innych czynników nie dają mi spokoju z tego powodu, że to wszystko ma wpływ na życie pod wodą, a i pod lodem.

Dziś wiem, że ryby pod lodem wcale nie są aż tak sparaliżowane niską temperaturą i małą zawartością tlenu. Pewnie, że są wyjątki do których zaliczają się małe płytkie jeziora bez żadnych dopływów, czy otaczających je np bagien. Wszędzie tam gdzie dociera chociaż trochę światła, gdzie dopływa jakiś strumyk, rzeczka, czy są jeziora połączone z jakimiś mokradłami, bagnami, które nigdy nie przemarzają do końca, tam zawsze będzie trwało życie i walka o przetrwanie, czyli też o pokarm. A ten doskonale wiem gdzie jest. Też zawsze jest go najwięcej tam gdzie będzie więcej światła, ruchu wody itp czyli tam będzie tlen.
To wszystko się zmienia w ciągu całej zimy wiele razy, to i ryby się muszą przemieszczać dostosowując do środowiska. Robiłem wiele różnych fajnych prób na dużych i mniejszych jeziorkach. Zanęcając ryby jednym rodzajem zanęty z dodatkiem całych ziaren kolendry. A te są połykane przez np leszcze w całości i tak samo wydalane. Łowiłem po kilku dniach a czasami i po kilku tygodniach leszcze ponad 8km dalej używając innej zanęty, ryby które tu łowiłem były obżarte moją zanętą z całymi ziarnami kolendry. Nie dotyczy to tylko leszczy, ale i płoci, krasnopiórek, krąpi
Nigdy nie przywiązywałem i nadal to robię, uwagi do zanęty, czy sprzętu wędkarskiego. Nie to łowi ryby w jeziorach. Nie jest też sztuką nałowić pod lodem pełnego wiadra płotek, czy okonków jak palec. Ale tylko nieliczni wędkarze, którzy potrafią się dostosować do natury i znający chociaż trochę życie pod wodą, czy pod lodem wiedzą gdzie pójść i wpuścić przynętę po to żeby poczuć na kiju potężną rybę. Oj coraz rzadziej już się ich widuje. lecz tysiące razy widziałem na lodzie mistrzów wędkarstwa uzbrojonych po zęby sprzętem za kilkanaście tysięcy, no ale cóż się działo z ich minami, kiedy niedaleko miejscowy z drewnianą klepką i żyłkę jak sznurek błystka z cyny wyciągał okonie po kilogramie. Na nic się zda najdroższy piękny sprzęt czy świecące przynęty bez znajomości nie tylko danego jeziora, ale przede wszystkim życia i zwyczajów ryb. Tu się kłania pokora do natury, a nie wyzwiska od mięsiarzy.
W zależności od głębokości jeziora w różnych jego rejonach jest inna zawartość tlenu, a co się z tym łączy i pokarmu naturalnego ryb. Nie tylko larw owadów, czy innych naturalnie żyjących tam skorupiaków czy mięczaków. Dotyczy, to także narybku za którymi podążają okonie. Ha ale tu też jest haczyk, ponieważ wielkie okonie nie są aż takimi amatorami narybku, który przebywa w okolicach trzcinowisk, czy nawet spadów górek podwodnych. Kto wie kiedy i gdzie w większych jeziorach odbywa się tarło sielawa i gdzie po tarle się przenosi i co się po tarle dzieje z wylęgiem, ten wie gdzie i kiedy szukać wielkich garbusów. Ten gatunek nie jest tylko ulubionym rarytasem wielkich szczupaków, ale i wielkich okoni i miętusów. Te dwa ostatnie gatunki bardzo intensywnie żerują na ikrze i potem na wylęgu sielawy. Są dwa bardzo różne rejony jeziora, gdzie podążają wielkie garbusy za takim gatunkiem jak sielawa. Celowo nie pisze co gdzie i jak, bo poznawanie trochę biologii ryb i ekosystemu z amatorskiego punktu widzenia to naprawdę wielka przygoda i ogromne doświadczenie, a potem jaka kopalnie wiedzy.
To samo dotyczy dużych płoci, czy leszczy. Obydwa te gatunki mają całkiem inne zwyczaje pod lodem i nigdy nie stoją w miejscu. Wyjątkiem są oczywiście jeziora zamknięte o płaskim charakterze dna. Jak już pisałem, tam ryby żyją w większych skupiskach zużywając przez to ogromne zapasy tlenuy szczególnie przy dnie. Z takich jezior często nawet kilkuset hektarowych rybacy mogą wyłowić ogromne ilości ryb. Sam byłem dawno temu światkiem, kiedy to rybacy podczas jednego zaciągu wielkim włokiem jeziora o powierzchni około stu hektarów. Wyciągnęli 27 ton samego leszcza. Co ciekawe wiosną na tarliskach nadal były leszcze, potem też i żerowały. Ale po kilku latach w jeziorze złowienie leszcza powyżej 4kg nie było niczym nadzwyczajnym. To i podobnie położone jeziora wśród pól, łąk, czy miejscowości, są to bardzo żyzne jeziora, w których jest ogrom pokarmu. I tu się stało to, że mniejsze ilości ryb szybko przybierały na wadze ponieważ był ogrom naturalnego pokarmu, a mała konkurencja. Takie obserwacje i wnioski są także bardzo ważne dla mnie jako dla wędkarza.
Lecz znalezienie pod lodem miejsc żerowania wielkich leszczy, to już inna bajka. Te ryby ze względu na swoja masę mają swoje ulubione i tylko sobie znane rejony jeziora, gdzie wiedzą, że znajdą dużo ślimaków różnego gatunku, małych pijawek, racicznic, czy czegokolwiek bardzo pożywnego. To instynkt im nakazuje nie tracić energii na przeszukiwanie muły za larwami owadów. Taki pokarm dużej rybie nie starczy na długo, a one doskonale wiedzą jak długo potrwa jeszcze zima, czyli lód na jeziorze. Dziwnie to brzmi, ale taka jest prawda. Dobry wędkarz obserwator, który potrafi wyciągać wnioski już od pierwszych tygodni na lodzie może się zorientować po zachowaniu się ryb jaka będzie zima…



Całkiem inaczej się zachowują pod lodem wielkie jeziorowe płocie. Te z kolei potrafią przepływać jeszcze większe odległości i co ciekawe największe płocie zapuszczają się zimą nawet na kilkudziesięciometrowe głębiny. Albo też wielokrotnie łowiłem je na 10m od powierzchni lodu w miejscach gdzie było 20 i więcej metrów do dna. Tu najskuteczniejsza zawsze jest kukurydza z puszki. Na białe robaki od razu się czepiają małe płoteczki i ukleje. A jak tylko zaczyna się zmierzchać, to wielkie płocie żerują pod samymi brzegami przy trzcinach na metrowym gruncie. Nawet kiedy zima by trwała sześć miesięcy codziennie można odkryć coś nowego w zachowaniu się ryb pod lodem. Tam trwa cały czas intensywne życie. Dobry obserwator spod przeźroczystego lodu może odczytać dosłownie co pod nim się dzieje. Jakie ryby się przemieszczają, a jakie żerują. Bąble pod lodem i te wmarznięte już w lód mają ogrom fajnych informacji. To jak poszczególne kartki książki, co kolejna warstwa wmarzniętych bąbelków, to kolejny dzień z życia pod lodem . Wystarczy trochę wyobraźni i chęci poznania ekosystemu. Tego życzę wszystkim kolegom i koleżankom po kiju.
Bogdan Bozio Barton

016

013

NYX

P1100744

Dominujący zapach

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

W zimnej wodzie zapachy rozchodzą się dużo szybciej i dalej niż w ciepłej. My niestety pod wodą ich nie wyczuwamy, ale ryby są świetnymi wąchaczami. Zresztą zapachy swojego środowiska znają od urodzenia.
Kierując się takim myśleniem wącham muł wszędzie tam gdzie łowię leszcze. Różnice w jego zapachu są naprawdę spore. Niedaleko brzegu na kilku metrach głębokości muł pachnie mocno i przyjemnie. Wyraźnie wyczuwa się w nim woń obumarłej roślinności. Na kilkunastu metrach, to znaczy w tych rejonach, gdzie zimą łowię najczęściej, zapach mułu jest jeszcze bardziej intensywny, ale również przyjemny. W mokrym mule czuć nawet jakąś dziwną świeżość, która jednak po wyschnięciu zanika. Wtedy pachnie nieprzyjemnie martwymi, rozkładającymi się szczątkami (patrz. mój smrodek). Ale podobnie jest z każdym mułem. Po wyschnięciu ma przykry zapach. U podstawy górek zapachy są całkiem inne. Powód jest, jak sądzę, taki że mięczaki i rośliny żyjące na szczycie i na stokach po obumarciu opadają, a prądy wody je znoszą i osadzają gdzieś dalej w jeszcze głębszych miejscach. Stąd chyba ten przyjemny zapach mułu właśnie tu u podstawy podwodnych górek, w moich leszczowych łowiskach.

Zimą, kiedy nęcę leszcze, dodaję do zanęty to, czego najbardziej potrzebują: pożywnego białka zwierzęcego. Wprawdzie w mule mają dużo ochotek, ale mnie chodzi również o zapach. Sypię więc do zanęty mączkę rybną ze smrodkiem i najczęściej koncentrat skorupiaki lub ochotki. Te zapachy i smaki właśnie mułu i różnych innych osadów ściągają leszcze nawet z daleka, a działa tym lepiej, kiedy jest to wszystko dokładnie rozprowadzone w zanęcie. Pod warunkiem, że będzie tego dużo. Teraz zimą leszcze raczej nie przepadają za słodkimi smakami i zapachami. Lepiej niż na piernikową słodycz reagują na kurkumę (składnik mojego pelletu i zanęty), goździk, a nawet piołun. Takich przypraw powinno być w zanęcie tyle, żeby ich zapach wyczuł wędkarz, który łowi kilkadziesiąt metrów od nas. Nęcę przez kilka dni, nim pierwszy raz wpuszczę wędkę do przerębla. Wcześniej nie łowię, bo czekam na poważne ilości poważnych leszczy. Nawet zimą spod lodu nie da się zwabić do drobnej zanęty kilkukilowych łopat. Taki jest instynkt tych ryb. Zimą też łatwo zdobyć racicznice, czy obumarłe rośliny a nawet wysuszony muł. Racicznice pogniotę, a rośliny wcześniej nazbierane wysuszę zmielę i razem z racicznicami dodam do zanęty np. takiej z pęczaku z płatkami. I ile mnie kosztuje najlepsza i naturalna zanęta pod słońcem? To tylko minimalny przykład jak podejść wielkie ryby, ale zawsze najważniejsze będzie miejsce. Ja mam dziś już ułatwienie troszkę, bo przez te ponad 40lat wypracowałem sobie mój smrodek, a i jakoś udaje mi się wytropić te piękne wielkie łopaty.
Bodzio



SONY DSC

SONY DSC

IMG_2641

Zimowe leszcze – Ostoja i Żerowisko

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

OSTOJA I ŻEROWISKO

Znalezienie leszczy pod lodem z pozoru wydaje się łatwe. Naszpikowani teoretycznymi informacjami wędkarze zaczynają nęcić leszcze pod lodem w głębokich, a nawet w najgłębszych rejonach jeziora. Bo tak od lat się pisze we wszelkiego rodzaju poradnikach. Tam zimą są ogromne zbita stada leszczy i trafić zanętą i z przynętą w takie stado to można wyłowić ogromne ilości. A co w rzeczywistości się dzieje? Wielkie rozczarowanie, kiedy jeśli już się nawet trafi w okolice żerujących zimowych leszczy to kilka małych no może jeden większy i fajrant. Kolejny dzień na lodzie i zero brań, kolejny dzień dwa małe, a gdzie te stada?

Wiele razy już pisałem o czytaniu z lodu i poznawaniu żerowisk ryb po bąblach pod lodem, ale to jest dobre kiedy lód jest przeźroczysty gorzej gdy przysypie go śnieg. Wtedy niestety trzeba się zdać na znajomość jeziora lub samemu sondować wybrany rejon. I zapewniam że znajdziemy żerowiska leszczy dość szybko jeżeli tylko będziemy mieli troszeczkę własnej praktycznej wiedzy o tym czym takie żerowiska mają się charakteryzować. Na pewno nie będzie to najgłębsza część jeziora, bo tam się zawsze gromadzą wszystkie ryby późną jesienią, a po zamarznięciu rozpływają się po całym zbiorniku. Leszcze mają troszeczkę inne zwyczaje. Po zamarznięciu jeziora wypływają na żerowanie na bardziej płaskie rejony dna ale nie za głębokie.

Na jednym z moich jezior które ma około 700 ha najgłębsze miejsca to 22 m leszczowych żerowisk szukam na blatach na głębokości od 10 m do 12 m czyli tak jak latem. Ważne żeby już w środku zimy łowisko takie było dość znacznie daleko oddalone od końców spadów brzegowych czy górek. Całkiem podobnie jest na mniejszych kilkudziesięciu hektarowych głębokich rynnach. Tam też są miejsca gdzie są takie blaty równego dna na pewno nie tak duże i rozległe jak na wielkich jeziorach, ale wystarczające żeby połowić konkretne leszcze. Tu jednak trzeba zejść o kilka metrów głębiej czyli nawet do 15 m. Takie zasady panują w głębokich i czystych rynnach. Ale i jest oczywiście jeden zasadniczy warunek, że w każdym takim żerowisku leszczowym powinna występować warstwa mulistego dna. Zaraz ktoś powie, że to przecież normalka. Pewnie że to normalne, bo to typowe żerowiska leszczy. Ale, co się dzieje kiedy w ciągu dnia przestają żerować i to w nęconych od jakiegoś czasu łowiskach. Często przestają żerować i na kilka dni.

W takich sytuacjach większość wędkarzy rezygnuje już z leszczy i szuka innych ryb pod lodem łatwiejszych do złowienia i dobrze. Ale ciągłe myśli jednak nie dają spokoju dlaczego przestały brać, czy je przekarmiłem, czy coś z pogodą jest nie tak, czy już w środku zimy jest tam pod lodem mało tlenu, bo przecież już zakładałem na haczyk samą ochotkę i nic. Przecież to zima i stada leszczy powinny tu być i to wielkie stada. Miesza się w głowie takich myśli aż się robi mętlik. Też wiele lat przerabiałem ten temat i kilka pierzchni utopiłem podczas szukania kolejnych stad i ich żerowisk po jeziorze. Zawsze rzecz jasna szukałem tam gdzie równo i mulisto, bo głębokości doskonale znałem na jakich leszcze w różnych okresach zimy żerują.

Kiedyś przyszła mi pewna myśl do głowy o tym jak bywało latem czy jesienią, kiedy leszcze żerują, a gdzie są i co robią kiedy nie żerują. To mi nie przyszło do głowy zimą na lodzie, ciągle jednak byłem naszpikowany teorią że teraz pod lodem to są wielkie stada na zimowiskach i wystarczy w takie stado wpuścić zestaw i już jadę do góry z rybami. Przecież zimą jeszcze mniej i rzadziej żerują niż latem to pewne. Ale czy są to na pewno takie duże stada zimujących leszczy jak piszą w poradnikach. Czy może to wszystko tam pod lodem wygląda inaczej, może tych stad w takim wybranym przeze mnie żerowisku w ogóle nie ma. Może po prostu jak przystało na takie słabsze zimowe żerowanie one te leszcze po prostu tylko przypływają na żerowiska. Kocioł myśli dręczył mnie przez wiele lat. Bo jeżeli rozpływają się na żerowanie to na pewno nie są w wielkich stadach, bo jak biorą to złowię dziennie najwyżej kilka sztuk, no są dni że i kilkanaście. Ale muszą wtedy gdzieś być w tych stadach kiedy nie żerują wcale.

I pewnie że są, teraz wiem, że leszcze zimą mają swoje ostoje gdzie przebywa tak dużo ryb, że aż trudno sobie wyobrazić. Dlatego często rybakom udaje się trafić podczas zimowych odłowów na taką ostoję leszczy i zagarnąć za jednym zamachem kilka ton tych ryb. Jedno już też wiem na pewno, że taka ostoja nigdy nie jest daleko od stałych żerowisk leszczy i nigdy od razu całe stado nie rusza na żer, bo przecież nie każda ryba nawet w sprzyjających warunkach pogodowych jest jednakowo głodna. I nie każda rusza na te same żerowisko. Takie ostoje różnią się trochę od żerowisk, bo wcale nie są muliste tylko ilaste lub nawet żwirowate. W dużym jeziorze takich ostoi jest co najmniej kilka jak nie kilkanaście.

Całe szczęście że wędkarze nie zaglądają w takie miejsca, bo ci którzy znają jezioro nie łowią w takich rejonach, oni wiedzą że tam nie ma co szukać ani płoci ani okoni. Bo są to nietypowe rejony na głębokościach, gdzie właściwie nie żerują ryby może oprócz wielkich szczupaków. Osobiście już teraz też nie zaglądam w takie miejsca chociaż je doskonale znam. Szczególnie dla bezpieczeństwa ryb. Nigdy nie wiem kto mnie podpatrzy, czy to będzie uczciwy wędkarz czy pseudo wędkarz, a ci ostatni zrobili by rzeź pod lodem szarpakami, jak by wyczuli takie miejsca.

Skłamałbym gdybym napisał, że nie próbowałem łowić w takich miejscach pewnie że próbowałem i to nie raz. I mimo, że to nie są żerowiska zimowych leszczy często brały tam jak oszalałe. Ale co dziwne żadne z tych które zabierałem po wypatroszeniu nie miały w ogóle w przewodzie pokarmowym mojej zanęty. A najlepiej brały na dwa czerwone i kilka ochotek na haczyku nr4 a nawet nr2, czyli na duże przynęty. W tych dniach kiedy w tych ostojach miałem sporadyczne brania od razu szedłem na miejsca nęcone na mulistym dnie gdzie leszcze mają swoje żerowiska i tu już łowiłem piękne leszcze z których aż ciekło moją zanętą.

Są w jeziorach stada zimowe leszczy, które mają swoje ostoje z których to dopiero ruszają na żerowiska. Na pierwszym lodzie robią to często i jestem przekonany, że rozpływają się po jeziorze nawet pojedynczo. Łatwo to sprawdzić sumując złowione sztuki np. z tygodnia i czym są objedzone. W późniejszym okresie zimy te wypady leszczy na żerowiska są znacznie rzadsze dlatego i brań jest coraz mniej w zanęconych miejscach. Warto wtedy poszukać w innym rejonie jeziora podobnych miejsc (żerowisk) i już efekty powinny być lepsze. Często tak robię, bo znam leszcze i wiem że też nie lubią ciągle jednego rejonu jeziora mimo, że jest zanęcane instynktownie, ryby to ignorują i zaczynają szukać nowych żerowisk, to cwaniaki, ale holowanie takich ciemnozłotych łopat spod lodu na delikatną wędeczkę to przeżycie nie do porównania i warte poświęcenia.

Szkoda tylko, że właśnie w książkach wędkarskich, poradnikach, czasopismach, czy filmach nic się nie mówi chociaż trochę o ichtiologii, to bardzo dużo by nauczyło wędkarzy o samych rybach, ale przede wszystkim o szacunku do ekosystemu, bo jak łatwo go zepsuć na wieki bezsensownymi teoriami…
bodzio

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSCSONY DSC

SONY DSC



PAŹDZIERNIKOWE WĘDKOWANIE

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

Fajna pogoda w tym miesiącu poprzewracała trochę w naturze, ale to wszystko dojdzie do normy. Dla nas to fajnie, bo ryby ciągle żerują i to nawet blisko brzegów. Niestety niedługo wszystko wróci do normy jesiennej i po pierwszych zimnych nocach już ryby odejdą od brzegów i podążą w głębsze i oddalone od brzegów rejony jeziora. Dla twardzieli fajne będą teraz nocki nad jeziorem i tam gdzie wolno łowić w nocy. Ryby jeszcze podchodzą pod brzegi w nocy i żerują na naturalnych mięczakach.  Ja wolę dzień i  mam zanęcone miejsca na około 12 m więc na letnich łowiskach, bo przeważnie o tej porze roku byłem już na 14 m głębokości. woda na dziś ma 13,5 st w dużym przepływowym jeziorze, to nie tak mało jak na tę porę roku.

Bardzo się cieszę, bo leszcze zaczynają coraz lepiej zerować na dnie, a moje ulubione jesienne płocie dopiero zaczynają żerować w toni i już łowimy je na łubin i twardą kukurydzę. Na pewno przedłuży się to w tym roku do połowy listopada jak nie dłużej. Tak będzie i z leszczami jak się za szybko nie ochłodzi to listopad będzie rewelacyjnym miesiącem na jesienne leszcze. A z resztą przeważnie był i to cały szczególnie, kiedy rano są przymrozki, a za dnia słonecznie. Nie jeden okaz padł wtedy na krótką wędkę przy burcie łodzi.

Teraz najwięcej brań mamy na makaron ze skorupiakami i z czosnkiem. Róża też się sprawdza, ale już słabiej z resztą czym zimniejsza woda lubię wtedy dawać rybą to czego w naturze najbardziej potrzebują, a będą to zapachy i smaki nie miłe dla nas. Tam pod wodą teraz wszystka roślinność obumiera i zacznie się rozkładać (gnić) to nie pachnie wanilią na takiej roślinności różnego rodzaju żywe stworzenia zaczynają żerować, bo ta gnijąca roślinność ma najbardziej pożywne właściwości. Za tymi stworzeniami przybywają ryby białe za nimi drapieżne itd. jak już to wszystko się rozłoży ryby i ich pożywienie przemieszczają się w głąb jeziora za odpowiednia temperaturę wody i natlenieniem. Taka jest kolej…

Już gotuję pęczak, trochę łubinu i makaronu i na wodę…

A jak pogoda nie pozwala wypłynąć lub samopoczucie to śniadanie na tarasie z wędzonymi rybkami jesienią to jest to…

CAM00146

CAM00148

CAM00162

CAM00163

CAM00179

CAM00181

CAM00120

CAM00134

CAM00125

A TO SĄ PRZETESTOWANE POD DUŻYMI OBCIĄŻENIAMI NA LESZCZACH I JEDNA NA SPINNINGU (nano CRYSTAL) I W STU PROCENTACH SPRAWDZONE ŻYŁKI DRAGONA

SĄ REWELACYJNE

CAM00041

CAM00173

CAM00171

CAM00141

ORAZ ŻYŁKA „ULTRA FISHING LINE”

CODZIENNOŚĆ NA PRZYSTANI

Posted Leave a commentPosted in Aktualności

Nie ma nudów na przystani chociaż z rybami bywa różnie, ale nie ma co narzekać, bo i są leszcze i płocie i okonie. Ważne że całe rodziny wypoczywają i na nude nikt tu nie narzeka…

Coraz więcej sympatycznych rodzin odwiedza przystań jest m z tego powodu bardzo miło.

Ale i zorganizowane grupy wędkarzy fajnie i zdrowo rywalizują ze sobą o zgrzewkę browaru…

1411101312782

1411101476826

1410424912846

CAM00036

CAM00041

1410419615721

WIELKIE LESZCZE

Posted 4 komentarzePosted in Aktualności

Początek lipca mimo niemiłej pogody zaczyna się fajnie. Dziś z Andrzejem stanęliśmy na stromej skarpie nęconej od kilku dni. Dostałem wreszcie po dłuuugim czasie moje kochane skorupiaki i przygotowałem trochę makaronu z nimi. Pierwsze dwa leszcze złowiliśmy na makaron z różą ale średniaki po 1,5kg. Potem na jedną wędkę założyłem makaron ze skorupiakami i po chwili potężne uderzenie po braniu. A branie było w dół czyli spławik się schował pod wodą, to już wiedziałem że to nie żarty. Ogromna łopata po kilku minutach pokazała się na powierzchni. Potem jeszcze dwa podobne też ogromne na makaron ze skorupiakami.

I to jest zabawa i jak dla mnie jedyny cel wypraw na ryby mało sztuk, ale konkretne ryby.

3 sztuki razem 12kg – bajka i jest radość.

Słaba jakość zdjęć bo robiliśmy w cieniu i telefonem

bodzioCAM00751CAM00752

 

KOLEJNY RÓŻANY AMUREK

Posted 1 CommentPosted in Aktualności

Nie pozwolą mi amury połowić linów tak zasmakowała im moja zanęta z różą. Dziś dodałem grochu i bobiku z większą dawką róży amury aż oszalały i wygoniły liny. Widziałem to po bąblach. Mimo paskudnej pogody, bo wiał wiatr zachodni padał deszcz i było paskudnie, a one żarły wszystko co było z różą. Już po zarzuceniu zestawu na groch, kiedy zacząłem rozwijać podbierak było branie i się zaczęło. Walczyliśmy ze sobą ponad 30min, Mimo zmęczenia byłem górą. Miał być dziś ze mną mój kolega Andrzej, ale nie przyjechał. Ale by był filmik, a tak sam próbowałem coś nagrać jedną ręką, a drugą trzymając kij miedzy nogami walczyłem z rybą. Ale była zabawa i dzień pełen radości.

Romek kiedy robił mi fotki też widziałem że się bardzo cieszył i od razu stwierdził że ten jest większy od poprzedniego i  postawił mi kawę na przystani.

Faktycznie miał rację bo amur ważył 13,20kg i miał 97cm. Moja życiowa ryba

I JEST RADOŚĆ

CAM00735

 

CAM00740

 

AMUREK 11KG LINOWY PRZYŁÓW

Posted 1 CommentPosted in Aktualności

Leszcze na razie przestały jeść więc wróciłem do linów, które jeszcze żerują przed tarłem. Około tygodnia moczyłem kukurydze i bobik aż zaczął fermentowa już i nie przyjemnie pachnieć. po ugotowaniu też nie miło pachniał. Ale wiem że takie zapachy naturalnej fermentacji(gnicia) zachodzą w jeziorach przez cały rok. Ryby bardzo mocna na to reagują, bo wiedzą co dla nich jest pożywne. Makaron też mam od dłuższego czasu zgrzany i dwa, trzy dni przed wypadem na ryby otwieram paczkę z mocno drażniącym zapachem róży, czy też poziomki. A po trzech dniach jest dość twardy i pachnie bardzo mocno i o to chodzi. Świeżo ugotowany makaron czy inne ziarna nie mają porównania w skuteczności brań.

Tak już zanęcam i łowię od dziecka ale nie przekonywałem do tego nikogo, bo nie było sensu za mocno wierzymy w biznes wędkarski niż w naturę.

Trzy dni nęcenia juz dały wyniki, bo pokazały się liny i nawet kilka leszczy. Łowię na głębokości 3m tuż przed pasem roślinności, a zarazem niedaleko przed spadem bardziej stromym gdzie na głębokości około 5m kończy się wysoka roślinność, a do tego w okolicy są zwalone drzewa, które są osłoną w tym wypadku dla pięknych linów i jak się okazało dla wielkich amurów.

Wczoraj tylko dwa leszczyki i zero brań mimo intensywnych bąbli ale nieco dalej za roślinnością czyli głębiej. Dziś już zwiększyłem grunt do ponad 4m i zanęciłem kukurydzą, bobikiem i makaronem. Już po kilku minutach mam branie i potężny odjazd ryby wzdłuż spadu brzegowego. Po kilkunastu minutach holu ryba prze pod zwalone drzewa, ale udaje mi się ją zawrócić mimo przyponu 0,16mm. Po następnych kilkunastu minutach mimo, że odkotwiczyłem łódź pęka przypon i koniec. Nawet nie zobaczyłem z kim walczyłem.

Zawiązałem kolejny przypon też z 16-stki, bo innej nie mam. wróciłem pod drzewa i już po kilku minutach barnie i znowu odjazd na hamulcu ale już słabszy no myślę piękny lin, bo mój rekord z tego jeziora to 6kg. Ale po kilku minutach rybka się rozszalała i zaczęła robić odjazdy po kilkadziesiąt metrów. Musiałem tak puszczać rybę ze względu na nie za grubą żyłkę. Po około 20 minutach ryba słabnie ja podpływam łodzią pod wygodny brzeg wyskakuję z łodzi i jeszcze kilka minut walki i wślizguje ostrożnie amura na płyciznę. On zmęczony ja obolały, ale szczęśliwy.

Amurek miał 92cm i 11kg. Fajny przyłów ale poczekam aż wrócą liny

CAM00712

CAM00711

10405270_10202606935230180_2377414155229517385_n