Aktualności

LESZCZE spod lodu i nie tylko…

Coraz słabsze zimy przyciągają coraz więcej wędkarzy spławikowców i nic dziwnego, bo nie zbyt gruby i o nierównej grubości lód jest zbyt niebezpieczny żeby tropić, szukać okoni po całym zbiorniku. Nawet coraz więcej jest zapaleńców, którzy zasiadają się na leszcze. A to już sukces, bo jak każdy wie złowienie zimą większych leszczy w jeziorze spod lodu wymaga nie lada cierpliwości i sporo wiedzy o tym gatunku. A może to moje artykuły w Wędkarzu Polskim, a obecnie w WMH się do tego przyczyniły. Bardzo bym się z tego cieszył i już zdążam z pomocą trzymając się przysłowia tej gazety „ Dobry czas Dobrzy Przyjaciele Duże ryby”.

Każdy rok jest inny tak jak każde jezioro jest inne. I wcale to nie jest takie proste znaleźć, a potem jeszcze złowić przyzwoite leszcze spod lodu. Przyzwoite to znaczy takie, które przekraczają te 1,5kilograma. Chociaż powiem szczerze że i kilowe leszcze wcale nie jest łatwo złowić spod lodu. A na pozór wydaje się to takie łatwe, bo jak wiemy z poradników, to leszcze zimą przebywają w wielkich zimowych stadach. I trafić z dobra zanętą w takie stado składające się z kilka ton ryb to sukces w postaci kilkudziesięciu wielkich łopat murowany. Może ktoś ma takie szczęście, ale ja jednak nie mam i powiem szczerze, że i nie chcę mieć takiego szczęścia. Moje wędkarstwo nie tylko podlodowe straciło by swój urok całkowicie. Któż by chciał iść na ryby wiedząc, że złowi na pewno dziś i przez kolejne dni za każdym razem np po 20 sztuk wielkich ryb. Dla mnie nuda. A tak musze wiedzieć takie sprawy o zwyczajach ryb.

Zaraz po zamarznięciu jeziora ryby zaczynają migrować z najgłębszych rejonów zbiornika rozpływając się po całym jeziorze. Nie trwa to kilka dni, lecz najczęściej nawet kilka tygodni. Śmiało mogę to wnioskować po łowionych rybach w różnych rejonach jeziora. Tuż po zamarznięciu kiedy jeszcze lód ma kilka centymetrów, ale już mogę na niego wejść kilka metrów od brzegu, to na pierwszym spadzie na głębokości do 3m płotki złowię jedynie z rana lub pod wieczór. Natomiast już na 8m czyli trochę dalej od brzegu płoci jest dużo więcej. Z leszczami jest taka sama sprawa. Po kilku dniach po zamarznięciu na końcach spadów, a styku równego dna na głębokości 10m jest dużo płoci i krąpi. Leszcze jeszcze tu nie doszły. Podobnie jest z drapieżnikami. Ale po dwóch tygodniach zimy kiedy to już lód ma dobre 10cm czyli jak ja to nazywam bezpieczny i pierwszy lód już nawet płotki mogę łowić w ciągu całego dnia na głębokości 3m i płycej. Na końcach spadów na 10m głębokości już jest coraz mniej płoci, a coraz więcej krąpi no i zaczynają się trafiać leszcze. Najpierw po kilku dniach łowienia w tych samych przeręblach będą to małe leszcze, ale z dnia na dzień podpływają coraz starsze ryby. Okonie i szczupaki często się trafiają pod samymi trzcinami, bo podchodzą tu za drobnicą. No kurcze normalne lato, ryby są tam i żerują tam gdzie latem, czyli na tych samych głębokościach i w tych samych miejscach.

Najwięcej korzyści będzie miał ten wędkarz spławikowiec, który przez większość czasu na początku zimy przesiedzi przy końcach spadów brzegowych. Czyli jeszcze nie na końcu spadu, lecz kilka metrów przed końcem. Na moich jeziorach mam takie miejsca wyczute (wysondowane) na głębokości 8m do 10m. tu już od początku lodu aż do środka zimy można łowić średnie i duże płocie, mniejsze i średnie leszcze, grube krąpie no i fajne okonie. Nie radzę trzymać się typowo zimowych reguł, czyli łowić cały czas blisko dna. Będzie to nie rzadko zmarnowany dzień. Białe ryby płocie a szczególnie te duże wcale nie pływają cały czas przy dnie. I wcale też tam cały czas nie żerują. Żerują też w toni ale nie tak wysoko jak to bywa latem czy jesienią. Pływają tak dwa do trzech metrów nad dnem. Nie wiem dokładnie, czy mają na tym poziomie coś naturalnego do jedzenia, albo po prostu są w tych rejonach głębokości lepsze warunki tlenowe. Ale wiem jedno na pewno, że bardzo często wystarczy jak nie mam brań przy dnie przez dłuższy czas ustawię grunt dwa metry nad dnem i już jest agresywne branie pięknych płoci i też delikatne brania leszczy.

Lubię wykorzystywać takie sytuacje zimą dlatego zawsze do mojej zanęty dodaję trochę sypkich produktów, czyli np. kaszki kukurydzianej i śruty sojowej. Reszta to pęczak, grubsze kasze, trochę łubinu i dużo kukurydzy konserwowej ze smrodkiem. To wszystko co grube po to, żeby szybko nasycić mniejsze ryby, które kiedy już mają dość jedzenia wtedy odpływają na kilka dni. A do mojej zanęty zaczynają podpływać coraz starsze roczniki. A te drobniejsze i bardziej tłuste składniki mają za zadanie utrzymać ryby nad dnem po to, żebym się nie nudził i nie marznął na lodzie, kiedy ryby nie żerują zbierając zanętę z dna. Gdym nie był aż takim zapaleńcem leszczowym, to w takich miejscach mógłbym przesadzić przez większość zimy. Ale znając siebie szybko bym się znudził ilością brań takich roczników ryb.

Dlatego po dwóch tygodniach zaczynam zanęcać dalsze rejony jeziora, ale nie znaczy to, że dużo głębsze. Odchodzę dalej od końców spadów brzegowych, szukam(sonduję) bardziej równego dna które występuje na troszkę większym obszarze. Staram się znaleźć takie ukształtowanie dna na głębokościach maksymalnie do 13m. Takich miejsc unikają już płocie, bo nie mają tu dla siebie nic szczególnego do szukania do przegryzienia czegoś. Przeważnie jest tu sporo mułu na dnie, a płotki nie mają zwyczaju ryć w dnie za ochotkami. Ale za to krąpie i leszcze bardzo to uwielbiają robić. Takie dno to dla tych ryb prawdziwy raj w menu. Wszędobylski krąp potrafi tak wykorzystać takie rejony jeziora, że w zanęconych miejscach wyzbiera zanętę w nadzwyczaj krótkim czasie. Jest takim utrapieniem, że kiedy leszcze nie żerują, a łowisko i tak nie jest zanęcane to będą tu cały czas buszować i brać aż do znudzenia. A potrafią tak pięknie podnosić wolniutko spławik, że nie raz mam nadzieję że to teraz piękne branie leszcza z głębiny. Jestem cierpliwy, ale w takich sytuacjach taki glapior jest biedny. Na szczęście częściej jednak w tym rejonie jeziora przebywają leszcze, a te skutecznie płoszą mniejsze ryby, co od razu widać po zaniku fałszywych brań w przeręblu. W takich miejscach po kilku dniach nęcenia trafiają się już leszcze nawet kilkukilowe. A to ucieszy najbardziej wybrednego wędkarza.

Czy to na początku w środku, czy na końcu zimy zawsze lubię łowić na duże przynęty założone na haczyku minimum nr 4.  Co ciekawe jest, że przez pierwszy miesiąc zimy najskuteczniejsze są na haczyku dwa czerwone i kilka białych robaków. Później jakoś te białe większym leszczom nie podchodzą to zamiast białych do czerwonych dokładam sporo ochotek. W środku zimy często większym leszczom smakuje ciasto i to wcale nie jakieś tam wyszukane smaki. Tylko zwykłe ciasto zrobione z wody i kaszki manny. Często nawet bez żadnych dodatków smakowych. Osobiście robię takie ciasto nie dodając nic do smaku tylko po założeniu ciasta na haczyk maczam w moim smrodku. Pewnie że najwięcej ryb złowią ci wędkarze, którzy będą łowić na mniejsze haczyki i małe przynęty, ale nie trafią im się sztuki ważące po kilka kilogramów. Dlatego ja wole mniej brań i ryb ale za to leszcza, który nie chce mi się zmieścić w przeręblu.

Mimo, że uwielbiam łowić na spławik spod lodu, to jednak przychodzi taki okres w środku zimy, Kiedy i na spławiku nie widać dobrze delikatnych brań leszczy. W takich okresach zamiast spławika montuję miękki kiwok zrobiony z plastikowej butelki na szczytówce. Ale nie łowię na mormyszki. Zestaw to tylko haczyk nr 4 na nim np ciasto i 5cm od haczyka najwyżej 1,5 gramowa łezka zablokowana malutkimi stoperkami. Grunt ustawiam tak żeby haczyk z ciastem leżał na dnie, a obciążenie na tyle było blisko dna żeby kiwok był wyraźnie wygięty do dołu. Branie widać rewelacyjnie kiwok się pomału podnosi. Super to czuły zestaw na leniwe duże leszcze.

No dobra, ale co zrobić jak nie ma lodu. Siedzieć w domu przed telewizorem. Wcale nie, wtedy też można łowić leszcze i to wcale nie małe i nie mało. Nie jest to nic trudnego jedyny warunek to samozaparcie, bo to już jest trochę ekstremalne łowienie i tylko dla twardzieli. Znaleźć łowiska leszczy zimą na jeziorze kiedy nie ma lodu jest jeszcze łatwiejsze niż spod lodu. Oczywiście warunkiem jest znajomość zbiornika i zwyczajów ryb. W takich sytuacjach od razu płynę w rejon najgłębszych miejsc w jeziorze. W moim jeziorze są to miejsca o głębokości ponad 20m, ale nie mam zamiaru wcale tu łowić. Sonduję w tej okolicy rejon jeziora o głębokości do 17m. W takich miejscach już jesienią zbierają się chyba wszystkie ryby z całego jeziora. Widać to dopiero na echosondzie kiedy przepływam nad takimi rejonami zbiornika. Ekran echosondy jest często za mały, ba cały jest zamazany grafiką ryb. Nie znaczy, że są to tylko duże ryby. Bo tak nam podpowiada wyobraźnie, że jak jest tak głęboko to tylko wielkie ryby tu pływają. Tu i teraz jest ogrom różnych gatunków i roczników ryb. Jest ogrom uklei, płoci wszystkich roczników pod nimi a krąpi i leszczy przy dnie najwięcej. Wystarczy trzy dni zanęcić wybrane miejsce wiaderkiem pęczaku z płatkami z dodatkiem jakiś protein zwierzęcych i już mam pod łodzią ogrom ryb. Nie ma takiej możliwości żeby nic nie złowić. Często będę to krapie i małe leszczyki, ale z dnia na dzień i przy spokojniejszej wodzie można połowić.

Warunkiem sukcesu jest delikatny zestaw. Czyli nie za gruba już żyłka. Taka 0,18mm na główną wystarczy i 0,16mm przypon. Wiem, że dla niektórych wędkarzy to są grube żyłki, ale nie mogę mieć sentymentów, bo często się trafiają naprawdę wielkie leszcze i muszę szybko go odholować od dna. A do tego łowię bardzo blisko łodzi dosłownie pod szczytówką mam spławik. I każde najdelikatniejsze brnie muszę szybko i bardzo mocno zacinać. To mocne zacięcie to przez głębokość, która jest pode mną. Przy cienkiej żyłce nie mam szans na skuteczne zacięcie dużego leszcza, bo taka żyłka pęknie jak nic, a jak zatnę delikatniej, to nie mam szans na wbicie haczyka w pysk ryby. A cały czas łowię na haczyki nr 2. Spławik mam swój samorodny o wyporności do 5g z cienką i długą antenką. Taki spławik bardzo szybko pokazuje mi każdy kontakt ryby z przynętą. Obciążenie tez skupiam bliżej przyponu, który na długość 15cm, ale w połowie jego długości zakładam jeszcze małego stila. Taki zestaw gruntuję tak aby haczyk dotykał tylko dna, nie leżał na nim. To najlepszy sposób na bardzo wyraźne brania na spławiku o tej porze roku. Moim ulubionym od lat sposobem jest jednak łowienie przy burcie na wędkę podlodową ze spławikiem 4g cienkim i smukłym. Tu przy burcie nie przegapię żadnego brania. A jaki fajny trening przed nadzieją że jednak jezioro zamarznie…

Bogdan Barton

14 thoughts on “LESZCZE spod lodu i nie tylko…

  1. witam panie Bogdanie. ja też już czekam na zimę i mam nadzieję że przyjdzie i pokryje lodem jeziorka. na razie pozostaje mi tylko przeglądanie artykułów w prasie wędkarskiej z zeszłych lat. nie które jak np pana pióra z WP grudzień 1997 czytam może piąty lub szósty raz.. pozdrawiam

  2. witam serdecznie.. jak na razie zimy nie widać, z drugiej strony jest jeszcze listopad. Liczyłem że front który przetoczył się przez Polskę zmieni coś w pogodzie a tu klops.. mimo wszystko liczę że uda się pochodzić po lodzie jeszcze w grudniu.. a tym czasem pozostało przeglądanie meteo i czekanie na mrozik..pozdrawiam

  3. Witam szanownych panów.
    Patrząc na cały mijający rok trzeba powiedzieć że był on bardzo nietypowy. Długa zima, sucha i bardzo ciepła wiosna, kapryśne lato, do tego 3 bardzo suche miesiące jesieni, i teraz zwlekająca zima. Nic nie jest tak jak być powinno.Ryby dostawały kompletnego bzika, nie chciały żerować. Skoki temperatury, spore opady latem sprawiły że wiele gatunków ryb nie mogła się wytrzeć, albo robiła to z przerwami.
    Wędkuje od kilku dobrych lat ale takiego roku jeszcze nie pamiętam. Szczególnie dało to się odczuć na zbiornikach leśnych.Dlatego sobie i wam życzę aby przyszły rok nie poddawał nas kolejnej próbie niekończącego się czekania na złapanie konkretnego okazu.A tym co czekają na lód– rychłego przyjścia zimy i połamania.

  4. Witam
    Takie lata były i to czasami trzy po kolei. Pamiętam jak zachodziliśmy w głowę, że leszcze zostały wyłowione na amen, że może to jakieś zanieczyszczenie wody spowodowało zanik populacji leszczy, a nawet innych gatunków. Wyobraźnia działała tak jak ja tego chciałem. Dziś wiem, że natura wie co robi, a wszystko co żyje w jej rytmie, też wie jak się dostosować. Po tych ciężkich latach nagle ryby się pokazały i to w wielkich ilościach i bardziej wyrośnięte. Ryby są zmiennocieplne i nie muszą codziennie jeść mogą miesiącami niektóre gatunki nie pobierać pokarmu. Wystarczy im to co rozpuszczone w wodzie, wystarczy plankton, który filtrują przez skrzela. I ja mogę sobie sypać cuda do wody, a i tak nic z tego nie będzie. Naprawdę uwielbiam obserwować naturę i wyciągać wnioski i dużo notować sobie co się dzieje nad wodą, w jej okolicy i pod nią. Życzę również mroźnej zimy i lepszego przyszłego roku w braniach, a jak ich nie będzie, to powiem tak jak mój przyjaciel Romek – czy to najważniejsze… pozdrawiam bodzio

  5. Witam..
    popieram zdanie Rafała. Ja osobiście nie pamiętam takiego roku – dziwnego roku, ale w 100 procentach zgadzam się z panem Bogdanem, że ryby poradzą sobie bez naszego żarcia. Pamiętam cieniutkie 2 lata nad moim ulubionym jeziorkiem. Też snułem teorie że kłusole wyłowili leszcze. Po 2 latach łowienia leszczyków 0,5 kg wędkarze holowali ryby 3-4 kg.
    pozdrawiam

  6. Witam wszystkich ponownie.
    U nas wszyscy czekają na zimę, a ja dowiedziałem się dzisiaj że pod koniec grudnia mam wyjazd z robotą do Rosji. Nie wiem jeszcze gdzie ale chłopaki mówią że gdzieś na północ 🙂 Jak zima nie chce się do człowieka pofatygować to trzeba jej gdzieś poszukać.
    Aż mnie kusi żeby zabrać ekwipunek lodowy.
    Tylko czy z drugiej strony nie będzie za zimno na zasiadki na lodzie ( -20 to nie przelewki)nawet herbatka z rumem tu nie pomoże.
    Zobaczymy, najlepiej jak wezmę ekwipunek i jakąś kamerę.
    Jak się nie da powędkować to przynajmniej białym niedzwiedziom zdjęcia porobię:)
    Wyjazd to doskonała okazja żeby poznać parę osób zbudować relacje i być może zobaczyć jak radzą sobie z wędkowaniem tamtejsi „tubylcy”.

Dodaj komentarz