10gru

Zobacz co pod lodem

Od dawien dawna byłem przekonany, że ryby pod lodem są tak bardzo skupione w duże stada, że złowić je można bez problemu. Ale było też wiele pytań dlaczego wielkie płocie złowiłem przy samych trzcinach, jak również na większych głębokościach, ale nie w najgłębszych rejonach jeziora. Przeczyło to wszelkim teorią pisanym wtedy w poradnikach wędkarskich itp. To samo dotyczy innych gatunków ryb zamieszkujących jezioro. Leszcze moje ulubione wcale nie brały, a nawet ich tam nie było, jak pisano w najgłębszych miejscach w jeziorze, że niby mają tam swoje zimowiska. To samo dotyczy okoni, szczupaków, krasnopiórek, uklei… Zawsze łeb miałem pełen pytań sam do siebie. Od zawsze lubiłem wyciągać wnioski z moich dni spędzonych na rybach, a przede wszystkim nad wodą. Same ryby były na drugim planie, ale one same dawały mi wiele odpowiedzi, co się dzieje pod lodem w nieznanym mi świecie. Tak było grubo ponad 40 lat temu i jest do dziś moim najważniejszym i najwspanialszym atutem wędkowania. Od zawsze zanim zanęciłem jakieś miejsca, czy zarzuciłem przynętę musiałem nie tylko to upatrzone miejsce, ale i dany rejon jeziora długo obserwować. Czasami trwało to tydzień czasami i cały prawie rok. Najpierw musiałem i muszę zaspokoić ciekawość dlaczego ryby są tu o tej porze roku i w tej temperaturze wody, a nie gdzie indziej. Mierzenie temperatury wody, głębokości, kierunku położenia, charakterystyka brzegów i tysiące innych czynników nie dają mi spokoju z tego powodu, że to wszystko ma wpływ na życie pod wodą, a i pod lodem.

Dziś wiem, że ryby pod lodem wcale nie są aż tak sparaliżowane niską temperaturą i małą zawartością tlenu. Pewnie, że są wyjątki do których zaliczają się małe płytkie jeziora bez żadnych dopływów, czy otaczających je np bagien. Wszędzie tam gdzie dociera chociaż trochę światła, gdzie dopływa jakiś strumyk, rzeczka, czy są jeziora połączone z jakimiś mokradłami, bagnami, które nigdy nie przemarzają do końca, tam zawsze będzie trwało życie i walka o przetrwanie, czyli też o pokarm. A ten doskonale wiem gdzie jest. Też zawsze jest go najwięcej tam gdzie będzie więcej światła, ruchu wody itp czyli tam będzie tlen.
To wszystko się zmienia w ciągu całej zimy wiele razy, to i ryby się muszą przemieszczać dostosowując do środowiska. Robiłem wiele różnych fajnych prób na dużych i mniejszych jeziorkach. Zanęcając ryby jednym rodzajem zanęty z dodatkiem całych ziaren kolendry. A te są połykane przez np leszcze w całości i tak samo wydalane. Łowiłem po kilku dniach a czasami i po kilku tygodniach leszcze ponad 8km dalej używając innej zanęty, ryby które tu łowiłem były obżarte moją zanętą z całymi ziarnami kolendry. Nie dotyczy to tylko leszczy, ale i płoci, krasnopiórek, krąpi
Nigdy nie przywiązywałem i nadal to robię, uwagi do zanęty, czy sprzętu wędkarskiego. Nie to łowi ryby w jeziorach. Nie jest też sztuką nałowić pod lodem pełnego wiadra płotek, czy okonków jak palec. Ale tylko nieliczni wędkarze, którzy potrafią się dostosować do natury i znający chociaż trochę życie pod wodą, czy pod lodem wiedzą gdzie pójść i wpuścić przynętę po to żeby poczuć na kiju potężną rybę. Oj coraz rzadziej już się ich widuje. lecz tysiące razy widziałem na lodzie mistrzów wędkarstwa uzbrojonych po zęby sprzętem za kilkanaście tysięcy, no ale cóż się działo z ich minami, kiedy niedaleko miejscowy z drewnianą klepką i żyłkę jak sznurek błystka z cyny wyciągał okonie po kilogramie. Na nic się zda najdroższy piękny sprzęt czy świecące przynęty bez znajomości nie tylko danego jeziora, ale przede wszystkim życia i zwyczajów ryb. Tu się kłania pokora do natury, a nie wyzwiska od mięsiarzy.
W zależności od głębokości jeziora w różnych jego rejonach jest inna zawartość tlenu, a co się z tym łączy i pokarmu naturalnego ryb. Nie tylko larw owadów, czy innych naturalnie żyjących tam skorupiaków czy mięczaków. Dotyczy, to także narybku za którymi podążają okonie. Ha ale tu też jest haczyk, ponieważ wielkie okonie nie są aż takimi amatorami narybku, który przebywa w okolicach trzcinowisk, czy nawet spadów górek podwodnych. Kto wie kiedy i gdzie w większych jeziorach odbywa się tarło sielawa i gdzie po tarle się przenosi i co się po tarle dzieje z wylęgiem, ten wie gdzie i kiedy szukać wielkich garbusów. Ten gatunek nie jest tylko ulubionym rarytasem wielkich szczupaków, ale i wielkich okoni i miętusów. Te dwa ostatnie gatunki bardzo intensywnie żerują na ikrze i potem na wylęgu sielawy. Są dwa bardzo różne rejony jeziora, gdzie podążają wielkie garbusy za takim gatunkiem jak sielawa. Celowo nie pisze co gdzie i jak, bo poznawanie trochę biologii ryb i ekosystemu z amatorskiego punktu widzenia to naprawdę wielka przygoda i ogromne doświadczenie, a potem jaka kopalnie wiedzy.
To samo dotyczy dużych płoci, czy leszczy. Obydwa te gatunki mają całkiem inne zwyczaje pod lodem i nigdy nie stoją w miejscu. Wyjątkiem są oczywiście jeziora zamknięte o płaskim charakterze dna. Jak już pisałem, tam ryby żyją w większych skupiskach zużywając przez to ogromne zapasy tlenuy szczególnie przy dnie. Z takich jezior często nawet kilkuset hektarowych rybacy mogą wyłowić ogromne ilości ryb. Sam byłem dawno temu światkiem, kiedy to rybacy podczas jednego zaciągu wielkim włokiem jeziora o powierzchni około stu hektarów. Wyciągnęli 27 ton samego leszcza. Co ciekawe wiosną na tarliskach nadal były leszcze, potem też i żerowały. Ale po kilku latach w jeziorze złowienie leszcza powyżej 4kg nie było niczym nadzwyczajnym. To i podobnie położone jeziora wśród pól, łąk, czy miejscowości, są to bardzo żyzne jeziora, w których jest ogrom pokarmu. I tu się stało to, że mniejsze ilości ryb szybko przybierały na wadze ponieważ był ogrom naturalnego pokarmu, a mała konkurencja. Takie obserwacje i wnioski są także bardzo ważne dla mnie jako dla wędkarza.
Lecz znalezienie pod lodem miejsc żerowania wielkich leszczy, to już inna bajka. Te ryby ze względu na swoja masę mają swoje ulubione i tylko sobie znane rejony jeziora, gdzie wiedzą, że znajdą dużo ślimaków różnego gatunku, małych pijawek, racicznic, czy czegokolwiek bardzo pożywnego. To instynkt im nakazuje nie tracić energii na przeszukiwanie muły za larwami owadów. Taki pokarm dużej rybie nie starczy na długo, a one doskonale wiedzą jak długo potrwa jeszcze zima, czyli lód na jeziorze. Dziwnie to brzmi, ale taka jest prawda. Dobry wędkarz obserwator, który potrafi wyciągać wnioski już od pierwszych tygodni na lodzie może się zorientować po zachowaniu się ryb jaka będzie zima…



Całkiem inaczej się zachowują pod lodem wielkie jeziorowe płocie. Te z kolei potrafią przepływać jeszcze większe odległości i co ciekawe największe płocie zapuszczają się zimą nawet na kilkudziesięciometrowe głębiny. Albo też wielokrotnie łowiłem je na 10m od powierzchni lodu w miejscach gdzie było 20 i więcej metrów do dna. Tu najskuteczniejsza zawsze jest kukurydza z puszki. Na białe robaki od razu się czepiają małe płoteczki i ukleje. A jak tylko zaczyna się zmierzchać, to wielkie płocie żerują pod samymi brzegami przy trzcinach na metrowym gruncie. Nawet kiedy zima by trwała sześć miesięcy codziennie można odkryć coś nowego w zachowaniu się ryb pod lodem. Tam trwa cały czas intensywne życie. Dobry obserwator spod przeźroczystego lodu może odczytać dosłownie co pod nim się dzieje. Jakie ryby się przemieszczają, a jakie żerują. Bąble pod lodem i te wmarznięte już w lód mają ogrom fajnych informacji. To jak poszczególne kartki książki, co kolejna warstwa wmarzniętych bąbelków, to kolejny dzień z życia pod lodem . Wystarczy trochę wyobraźni i chęci poznania ekosystemu. Tego życzę wszystkim kolegom i koleżankom po kiju.
Bogdan Bozio Barton

016

013

NYX

P1100744

10gru

Dominujący zapach

W zimnej wodzie zapachy rozchodzą się dużo szybciej i dalej niż w ciepłej. My niestety pod wodą ich nie wyczuwamy, ale ryby są świetnymi wąchaczami. Zresztą zapachy swojego środowiska znają od urodzenia.
Kierując się takim myśleniem wącham muł wszędzie tam gdzie łowię leszcze. Różnice w jego zapachu są naprawdę spore. Niedaleko brzegu na kilku metrach głębokości muł pachnie mocno i przyjemnie. Wyraźnie wyczuwa się w nim woń obumarłej roślinności. Na kilkunastu metrach, to znaczy w tych rejonach, gdzie zimą łowię najczęściej, zapach mułu jest jeszcze bardziej intensywny, ale również przyjemny. W mokrym mule czuć nawet jakąś dziwną świeżość, która jednak po wyschnięciu zanika. Wtedy pachnie nieprzyjemnie martwymi, rozkładającymi się szczątkami (patrz. mój smrodek). Ale podobnie jest z każdym mułem. Po wyschnięciu ma przykry zapach. U podstawy górek zapachy są całkiem inne. Powód jest, jak sądzę, taki że mięczaki i rośliny żyjące na szczycie i na stokach po obumarciu opadają, a prądy wody je znoszą i osadzają gdzieś dalej w jeszcze głębszych miejscach. Stąd chyba ten przyjemny zapach mułu właśnie tu u podstawy podwodnych górek, w moich leszczowych łowiskach.

Zimą, kiedy nęcę leszcze, dodaję do zanęty to, czego najbardziej potrzebują: pożywnego białka zwierzęcego. Wprawdzie w mule mają dużo ochotek, ale mnie chodzi również o zapach. Sypię więc do zanęty mączkę rybną ze smrodkiem i najczęściej koncentrat skorupiaki lub ochotki. Te zapachy i smaki właśnie mułu i różnych innych osadów ściągają leszcze nawet z daleka, a działa tym lepiej, kiedy jest to wszystko dokładnie rozprowadzone w zanęcie. Pod warunkiem, że będzie tego dużo. Teraz zimą leszcze raczej nie przepadają za słodkimi smakami i zapachami. Lepiej niż na piernikową słodycz reagują na kurkumę (składnik mojego pelletu i zanęty), goździk, a nawet piołun. Takich przypraw powinno być w zanęcie tyle, żeby ich zapach wyczuł wędkarz, który łowi kilkadziesiąt metrów od nas. Nęcę przez kilka dni, nim pierwszy raz wpuszczę wędkę do przerębla. Wcześniej nie łowię, bo czekam na poważne ilości poważnych leszczy. Nawet zimą spod lodu nie da się zwabić do drobnej zanęty kilkukilowych łopat. Taki jest instynkt tych ryb. Zimą też łatwo zdobyć racicznice, czy obumarłe rośliny a nawet wysuszony muł. Racicznice pogniotę, a rośliny wcześniej nazbierane wysuszę zmielę i razem z racicznicami dodam do zanęty np. takiej z pęczaku z płatkami. I ile mnie kosztuje najlepsza i naturalna zanęta pod słońcem? To tylko minimalny przykład jak podejść wielkie ryby, ale zawsze najważniejsze będzie miejsce. Ja mam dziś już ułatwienie troszkę, bo przez te ponad 40lat wypracowałem sobie mój smrodek, a i jakoś udaje mi się wytropić te piękne wielkie łopaty.
Bodzio



SONY DSC

SONY DSC

IMG_2641

22lis

Zimowe leszcze – Ostoja i Żerowisko

OSTOJA I ŻEROWISKO

Znalezienie leszczy pod lodem z pozoru wydaje się łatwe. Naszpikowani teoretycznymi informacjami wędkarze zaczynają nęcić leszcze pod lodem w głębokich, a nawet w najgłębszych rejonach jeziora. Bo tak od lat się pisze we wszelkiego rodzaju poradnikach. Tam zimą są ogromne zbita stada leszczy i trafić zanętą i z przynętą w takie stado to można wyłowić ogromne ilości. A co w rzeczywistości się dzieje? Wielkie rozczarowanie, kiedy jeśli już się nawet trafi w okolice żerujących zimowych leszczy to kilka małych no może jeden większy i fajrant. Kolejny dzień na lodzie i zero brań, kolejny dzień dwa małe, a gdzie te stada?

Wiele razy już pisałem o czytaniu z lodu i poznawaniu żerowisk ryb po bąblach pod lodem, ale to jest dobre kiedy lód jest przeźroczysty gorzej gdy przysypie go śnieg. Wtedy niestety trzeba się zdać na znajomość jeziora lub samemu sondować wybrany rejon. I zapewniam że znajdziemy żerowiska leszczy dość szybko jeżeli tylko będziemy mieli troszeczkę własnej praktycznej wiedzy o tym czym takie żerowiska mają się charakteryzować. Na pewno nie będzie to najgłębsza część jeziora, bo tam się zawsze gromadzą wszystkie ryby późną jesienią, a po zamarznięciu rozpływają się po całym zbiorniku. Leszcze mają troszeczkę inne zwyczaje. Po zamarznięciu jeziora wypływają na żerowanie na bardziej płaskie rejony dna ale nie za głębokie.

Na jednym z moich jezior które ma około 700 ha najgłębsze miejsca to 22 m leszczowych żerowisk szukam na blatach na głębokości od 10 m do 12 m czyli tak jak latem. Ważne żeby już w środku zimy łowisko takie było dość znacznie daleko oddalone od końców spadów brzegowych czy górek. Całkiem podobnie jest na mniejszych kilkudziesięciu hektarowych głębokich rynnach. Tam też są miejsca gdzie są takie blaty równego dna na pewno nie tak duże i rozległe jak na wielkich jeziorach, ale wystarczające żeby połowić konkretne leszcze. Tu jednak trzeba zejść o kilka metrów głębiej czyli nawet do 15 m. Takie zasady panują w głębokich i czystych rynnach. Ale i jest oczywiście jeden zasadniczy warunek, że w każdym takim żerowisku leszczowym powinna występować warstwa mulistego dna. Zaraz ktoś powie, że to przecież normalka. Pewnie że to normalne, bo to typowe żerowiska leszczy. Ale, co się dzieje kiedy w ciągu dnia przestają żerować i to w nęconych od jakiegoś czasu łowiskach. Często przestają żerować i na kilka dni.

W takich sytuacjach większość wędkarzy rezygnuje już z leszczy i szuka innych ryb pod lodem łatwiejszych do złowienia i dobrze. Ale ciągłe myśli jednak nie dają spokoju dlaczego przestały brać, czy je przekarmiłem, czy coś z pogodą jest nie tak, czy już w środku zimy jest tam pod lodem mało tlenu, bo przecież już zakładałem na haczyk samą ochotkę i nic. Przecież to zima i stada leszczy powinny tu być i to wielkie stada. Miesza się w głowie takich myśli aż się robi mętlik. Też wiele lat przerabiałem ten temat i kilka pierzchni utopiłem podczas szukania kolejnych stad i ich żerowisk po jeziorze. Zawsze rzecz jasna szukałem tam gdzie równo i mulisto, bo głębokości doskonale znałem na jakich leszcze w różnych okresach zimy żerują.

Kiedyś przyszła mi pewna myśl do głowy o tym jak bywało latem czy jesienią, kiedy leszcze żerują, a gdzie są i co robią kiedy nie żerują. To mi nie przyszło do głowy zimą na lodzie, ciągle jednak byłem naszpikowany teorią że teraz pod lodem to są wielkie stada na zimowiskach i wystarczy w takie stado wpuścić zestaw i już jadę do góry z rybami. Przecież zimą jeszcze mniej i rzadziej żerują niż latem to pewne. Ale czy są to na pewno takie duże stada zimujących leszczy jak piszą w poradnikach. Czy może to wszystko tam pod lodem wygląda inaczej, może tych stad w takim wybranym przeze mnie żerowisku w ogóle nie ma. Może po prostu jak przystało na takie słabsze zimowe żerowanie one te leszcze po prostu tylko przypływają na żerowiska. Kocioł myśli dręczył mnie przez wiele lat. Bo jeżeli rozpływają się na żerowanie to na pewno nie są w wielkich stadach, bo jak biorą to złowię dziennie najwyżej kilka sztuk, no są dni że i kilkanaście. Ale muszą wtedy gdzieś być w tych stadach kiedy nie żerują wcale.

I pewnie że są, teraz wiem, że leszcze zimą mają swoje ostoje gdzie przebywa tak dużo ryb, że aż trudno sobie wyobrazić. Dlatego często rybakom udaje się trafić podczas zimowych odłowów na taką ostoję leszczy i zagarnąć za jednym zamachem kilka ton tych ryb. Jedno już też wiem na pewno, że taka ostoja nigdy nie jest daleko od stałych żerowisk leszczy i nigdy od razu całe stado nie rusza na żer, bo przecież nie każda ryba nawet w sprzyjających warunkach pogodowych jest jednakowo głodna. I nie każda rusza na te same żerowisko. Takie ostoje różnią się trochę od żerowisk, bo wcale nie są muliste tylko ilaste lub nawet żwirowate. W dużym jeziorze takich ostoi jest co najmniej kilka jak nie kilkanaście.

Całe szczęście że wędkarze nie zaglądają w takie miejsca, bo ci którzy znają jezioro nie łowią w takich rejonach, oni wiedzą że tam nie ma co szukać ani płoci ani okoni. Bo są to nietypowe rejony na głębokościach, gdzie właściwie nie żerują ryby może oprócz wielkich szczupaków. Osobiście już teraz też nie zaglądam w takie miejsca chociaż je doskonale znam. Szczególnie dla bezpieczeństwa ryb. Nigdy nie wiem kto mnie podpatrzy, czy to będzie uczciwy wędkarz czy pseudo wędkarz, a ci ostatni zrobili by rzeź pod lodem szarpakami, jak by wyczuli takie miejsca.

Skłamałbym gdybym napisał, że nie próbowałem łowić w takich miejscach pewnie że próbowałem i to nie raz. I mimo, że to nie są żerowiska zimowych leszczy często brały tam jak oszalałe. Ale co dziwne żadne z tych które zabierałem po wypatroszeniu nie miały w ogóle w przewodzie pokarmowym mojej zanęty. A najlepiej brały na dwa czerwone i kilka ochotek na haczyku nr4 a nawet nr2, czyli na duże przynęty. W tych dniach kiedy w tych ostojach miałem sporadyczne brania od razu szedłem na miejsca nęcone na mulistym dnie gdzie leszcze mają swoje żerowiska i tu już łowiłem piękne leszcze z których aż ciekło moją zanętą.

Są w jeziorach stada zimowe leszczy, które mają swoje ostoje z których to dopiero ruszają na żerowiska. Na pierwszym lodzie robią to często i jestem przekonany, że rozpływają się po jeziorze nawet pojedynczo. Łatwo to sprawdzić sumując złowione sztuki np. z tygodnia i czym są objedzone. W późniejszym okresie zimy te wypady leszczy na żerowiska są znacznie rzadsze dlatego i brań jest coraz mniej w zanęconych miejscach. Warto wtedy poszukać w innym rejonie jeziora podobnych miejsc (żerowisk) i już efekty powinny być lepsze. Często tak robię, bo znam leszcze i wiem że też nie lubią ciągle jednego rejonu jeziora mimo, że jest zanęcane instynktownie, ryby to ignorują i zaczynają szukać nowych żerowisk, to cwaniaki, ale holowanie takich ciemnozłotych łopat spod lodu na delikatną wędeczkę to przeżycie nie do porównania i warte poświęcenia.

Szkoda tylko, że właśnie w książkach wędkarskich, poradnikach, czasopismach, czy filmach nic się nie mówi chociaż trochę o ichtiologii, to bardzo dużo by nauczyło wędkarzy o samych rybach, ale przede wszystkim o szacunku do ekosystemu, bo jak łatwo go zepsuć na wieki bezsensownymi teoriami…
bodzio

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSCSONY DSC

SONY DSC



Tagi:
25paź

Duże leszcze z dna i z toni. Suwałki na Przystani.

„SUWAŁKI TEAM u Bodzia”

Tegoroczna bardzo ciepła jesień bardzo dopisała każdemu.

Leszcze obżerały się makaronem z różą a potem makaronem ze skorupiakami jak już trochę temperatura wody spadła.

Pilnuję tego bardzo dokładnie, ponieważ to od temperatury wody zależy czego ryby zaczynają szukać do jedzenia w danej porze roku.

I to jest cały urok wędkarstwa: obserwacja, kombinowanie, wyciąganie wniosków no i przede wszystkim pokora do natury. Szczęście, że właśnie dzięki naszym wspólnym spotkaniom na przystani, na forum oraz wspólnym połowom jest coraz więcej wędkarzy dla których taka wiedza to podstawa, a ryby to tylko dodatek…

Jedni z nich to przyjaciele, czyli:

Drużyna z Suwałk

- Jacek

- Paweł

- Marcin

Co roku już od 4 lat odwiedzają moją przystań.

Spędzenie czasu oraz przyjaźń z takimi ludźmi to wielki zaszczyt.



 

11paź

PAŹDZIERNIKOWE WĘDKOWANIE

Fajna pogoda w tym miesiącu poprzewracała trochę w naturze, ale to wszystko dojdzie do normy. Dla nas to fajnie, bo ryby ciągle żerują i to nawet blisko brzegów. Niestety niedługo wszystko wróci do normy jesiennej i po pierwszych zimnych nocach już ryby odejdą od brzegów i podążą w głębsze i oddalone od brzegów rejony jeziora. Dla twardzieli fajne będą teraz nocki nad jeziorem i tam gdzie wolno łowić w nocy. Ryby jeszcze podchodzą pod brzegi w nocy i żerują na naturalnych mięczakach.  Ja wolę dzień i  mam zanęcone miejsca na około 12 m więc na letnich łowiskach, bo przeważnie o tej porze roku byłem już na 14 m głębokości. woda na dziś ma 13,5 st w dużym przepływowym jeziorze, to nie tak mało jak na tę porę roku.

Bardzo się cieszę, bo leszcze zaczynają coraz lepiej zerować na dnie, a moje ulubione jesienne płocie dopiero zaczynają żerować w toni i już łowimy je na łubin i twardą kukurydzę. Na pewno przedłuży się to w tym roku do połowy listopada jak nie dłużej. Tak będzie i z leszczami jak się za szybko nie ochłodzi to listopad będzie rewelacyjnym miesiącem na jesienne leszcze. A z resztą przeważnie był i to cały szczególnie, kiedy rano są przymrozki, a za dnia słonecznie. Nie jeden okaz padł wtedy na krótką wędkę przy burcie łodzi.

Teraz najwięcej brań mamy na makaron ze skorupiakami i z czosnkiem. Róża też się sprawdza, ale już słabiej z resztą czym zimniejsza woda lubię wtedy dawać rybą to czego w naturze najbardziej potrzebują, a będą to zapachy i smaki nie miłe dla nas. Tam pod wodą teraz wszystka roślinność obumiera i zacznie się rozkładać (gnić) to nie pachnie wanilią na takiej roślinności różnego rodzaju żywe stworzenia zaczynają żerować, bo ta gnijąca roślinność ma najbardziej pożywne właściwości. Za tymi stworzeniami przybywają ryby białe za nimi drapieżne itd. jak już to wszystko się rozłoży ryby i ich pożywienie przemieszczają się w głąb jeziora za odpowiednia temperaturę wody i natlenieniem. Taka jest kolej…

Już gotuję pęczak, trochę łubinu i makaronu i na wodę…

A jak pogoda nie pozwala wypłynąć lub samopoczucie to śniadanie na tarasie z wędzonymi rybkami jesienią to jest to…

CAM00146

CAM00148

CAM00162

CAM00163

CAM00179

CAM00181

CAM00120

CAM00134

CAM00125

A TO SĄ PRZETESTOWANE POD DUŻYMI OBCIĄŻENIAMI NA LESZCZACH I JEDNA NA SPINNINGU (nano CRYSTAL) I W STU PROCENTACH SPRAWDZONE ŻYŁKI DRAGONA

SĄ REWELACYJNE

CAM00041

CAM00173

CAM00171

CAM00141

ORAZ ŻYŁKA „ULTRA FISHING LINE”