27paź

JESIENNE LESZCZE

Jesienne leszcze z jeziora

Nie ma wędkarza, który by się o tej porze roku nudził. Każdy łowi każdy gatunek ryby w jakim się lubuje. Jezioro żyje, co widać dosłownie wszędzie od brzegów po środek zbiornika. Moje leszcze zaczynają się obżerać i na brzegowych spadach, na spadach górek podwodnych, na równinach dna już na większych głębokościach daleko od brzegów i jeszcze pływają w toni. Uf i jakie miejsce wybrać żeby połowić ryby marzeń. Powiem szczerze, każde z tych miejsc jest dobre, ale ja wybieram zawsze o tej porze roku miejsca daleko od brzegów na mniejszych równinach dna, ale zawsze tam gdzie np. z 10m głębokości dno schodzi cały czas jeszcze głębiej. Najczęściej  są to miejsca na 12 do 14m głębokości. Tu po odpowiednim zanęceniu mogę pozostać nawet do przymrozków w jednym miejscu. Co już łowiąc z brzegu lub na spadach brzegowych nie da się pozostać dłużej jak do końca września.  I jak zawsze najważniejsza jest temperatura wody, żebym mógł zlokalizować te wielkie leszcze żerujące w odpowiednich miejscach. Jeszcze teraz na pewno temperatura przy dnie będzie wynosiła na głębokości 12m trochę ponad 10st. A tego duże leszcze nie lubią. Musi być chłodniejsza. He coś podobnego jak wczesną wiosną. Fajne wnioski można wyciągnąć śledząc takie zachowania się ryb.  Ale wystarczy kilka chłodniejszych nocy i trochę wiatru woda na powierzchni robi się chłodniejsza i coraz cięższa(twarda), to i opada niżej, a ryby za nią też coraz częściej schodzą niżej. A czym zimniejsza woda, to też bardziej natleniona, to i na dnie jest coraz więcej naturalnego pokarmu na dużym obszarze dna.

Cały czas zanęcam grubo i tłusto czyli makaron, groch, kukurydza, bobik, łubin. I nawet jeszcze więcej niż latem.  Leszcze żerują bardzo intensywnie i wiaderko np. kukurydzy wsypane do wody kilkanaście kilowych leszczy opanuje w kilkanaście minut. A co jak nic nie zostanie więcej na dnie dla innych napływających ryb. Koniec łowienia.  Musi też być cos drobniejszego jak np. pęczak z płatkami, Takie produkty nasiąknięte moim dipem smrodkiem wolno opadają na dno i w coraz zimniejszej wodzie doskonale i daleko roznoszą naturalny zapach i smak w każdej warstwie wody.

Ale częste już zmienne warunki atmosferyczne potrafią namieszać w łowiskach we łbach leszczom, ale i wkurzyć wędkarza. Mało kto lubi przechodzące fronty niżowe, którym towarzyszy nagły spadek ciśnienia. A tak często już jesienią bywa. Ale już wyczułem moje leszcze z jeziora, które wcale nie żerują intensywnie przed tak dużą zmianą pogody, ani po jej ustabilizowaniu się. Lecz w trakcie tej dużej zmiany, w trakcie spadku ciśnienia. Leszcze dostają amoku z głodu i żrą dosłownie wszystko  Niestety nie można się w takich warunkach atmosferycznych spodziewać okazów. Młodsze roczniki nie dopuszcza nikogo. A z resztą te stare leszczyska nie lubią tłoku i zawsze trzymają się na uboczu. A i też nie pokazują te wielki leszczyska tak wyraźnie brań jak mniejsze leszcze. I dlatego tak bardzo przywiązuję znaczenie do obciążenia, a zwłaszcza jego rozłożenie, które dobieram do pory roku i akurat panującej pogody.

„Specjaliści” radzą żeby do zestawów leszczowych używać bardzo długich przyponów. Nawet ponad metrowych – mówią – chodzi głównie o to, żeby ryba dobrze połknęła przynętę zanim wyczuje obciążenie. Ja mam swoje wypraktykowane metody i sposoby rozłożenia obciążenie dostosowane do sposobu pobierania pokarmu przez leszcze. Całe moje obciążenie mieści się na pół metrowym odcinku żyłki oczywiście licząc razem z przyponem, który nie ma więcej nigdy niż 20cm. I nie ma obawy, że leszcz się czegoś wystraszy. Nawet ocierając się o ciężarki nie podejrzy nic podejrzanego. A mało kiedy wyciągamy różne kije, gałęzie i inne rzeczy z dna jeziora o które w naturze leszcze codziennie się ocierają. I nawet zmagają się z wyrwaniem racicznic przyklejonych do gałęzi.

Będąc na łowisku cały czas obserwuję dokładnie co się dzieje wokół.  Uwagę zwracam na bąble wyskakujące na powierzchnię wody. Podpowiadają mi jak żerują leszcze, a ja już wtedy wiem jak mam rozłożyć ciężarki, żeby nie przegapić brania. A jest bardzo dużo całkiem innych brań, na które większość wędkarzy w ogóle nie reaguje. A są to brania typowo leszczowe i to w 90% wielkich leszczy.

Jeżeli na powierzchni wody są  tylko pojedyncze bąbelki nie znaczy to ,że leszcze żerują. One dopiero schodzą do dna i wypuszczają gazy z pęcherza pławnego. Trochę później pojawiają się nieduże skupiska bąbli na wodzie takie jakby je ktoś przepuścił przez durszlak. To znaczy, że leszcze zbierają moją zanętę z powierzchni dna i tylko naruszają wierzchnią warstwę mułu. Gdy wtedy leszcz wciągnie hak z przynętą do pyska to spławika nie położy. Muszę  ciężarki rozstawić tak, żeby dokładnie zobaczyć branie. Głównym obciążeniem są trzy lub cztery stile. Wszystkie znajdują się 10cm od przyponu, a odległość między nimi to 1cm. Tylko między najmniejszym, który jest przy samym przyponie a resztą stili jest jakieś 5cm luzu. Przypon ma około 20cm i ten razem z pierwszym najmniejszym stilem leży na dnie. Przy tak ustawionym zestawie spławik wystaje mi nad powierzchnię kilka centymetrów, czyli około 5cm. A że mam końcówkę antenki pomalowaną na czerwono jakieś 4cm potem jest biały kolor i jak ten biały już wychodzi nad powierzchnię wody, to wiem że cały przypon z pierwszym ciężarkiem jest na dnie. Jeżeli woda jest spokojna, to przy tak wygruntowanym zestawie spławik czasem się trochę uniesie, ale najczęściej znika pod wodą(to są brania przeważnie największych leszczy jeziorowych) podczas większej fali kładę na dnie cały przypon i minimum dwa stile z głównego obciążenia. Kiedy leszcz bierze tylko wciąga przynętę na haku do pyska spławik juz wyraźnie się unosi.   Czasami nawet się położy na wodzie, ale staram się nigdy do tej sytuacji nie dopuścić. Zacinam w trakcie podnoszenia, to jest moment kiedy leszcz ma przynętę najgłębiej w pysku.

Jeżeli w obu sytuacjach nie mam brań, to obciążenia nie zmieniam, ale za to grunt ustawiam tak, żeby haczyk z przynętą tylko dotykał dna. Wtedy każde przynurzenie spławika to sygnał do zacięcia. Ale są też inne sytuacje. Oto na wodzie widzimy duże skupisko bąbli różnych rozmiarów. Od całkiem małych po tak wielkie jak pięść. A to już nie przelewki leszcze są bardzo głodne i nasza zanęta im nie wystarcza  i ryją w mula za czymś bardziej pożywnym. W takiej sytuacji trzy czwarte obciążenia kładę na dnie. Większa część anteny spławika wystaje nad wodę. Jeżeli brań nie ma nadal, to na przypon zakładam dużego stila po to żeby przynętę trochę zamulić. Podczas takiego żerowania leszcze lubią jak im coś stawia opór(np. pożywne przyklejone racicznice) bo podnoszą przynętę z dna bardzo pewnie.

Podczas dużego wiatru i dużej fali całość obciążenia skupiam całkiem blisko samego przyponu. Czemu stosuję stile? Bo dużo mniej plączą zestawy podczas zarzucania zestawu i w trakcie jego opadania. A przede wszystkim że pozwalają mi bardzo precyzyjnie ustawić grunt, który dopasowuję do charakteru żerowania leszczy.

Bogdan Barton

Brak komentarzy